Bap uważa, że budowa stadionu teraz to "sportowe samobójstwo" i opowiada się za podniesieniem składki członkowskiej
Flamengo nie spieszy się z rozpoczęciem budowy nowego stadionu na terenie Gasômetro, kupionym przez klub w 2024 roku. Tak twierdzi prezydent Luiz Eduardo Baptista, który wyjaśnił powody opóźnienia startu projektu. Jego zdaniem realizacja inwestycji w tym momencie byłaby "sportowym samobójstwem".
Jeśli chcesz wspierać naszą pracę, rozważ wpłatę na platformie BuyCoffee! Twoje wsparcie pomoże nam rozwijać się, dostarczać lepsze treści i angażować się w nowe projekty. Każda wpłata, nawet najmniejsza, ma ogromne znaczenie i jest bardzo doceniana. Dziękuję za Twoje wsparcie!
"Nie będziemy budować stadionu przy takich stopach procentowych, jakie są dziś w Brazylii. Stadion kosztuje 3 miliardy reali, 15% odsetek rocznie to 450 milionów. Podzielone przez sześć to 80 milionów euro. To dwóch Paquetá rocznie tylko na odsetki, bez spłaty kapitału. Budowa stadionu w takich warunkach to sportowe samobójstwo. A wtedy wchodzisz w konflikt z zasadą "wygrywać, wygrywać, wygrywać"." - stwierdził prezydent, który opowiada się za budową stadionu tylko wtedy, gdy sytuacja się zmieni.
"Ale przy spadających stopach procentowych i podwojeniu skali Flamengo jestem pewien, że za trzy lub cztery lata moje spojrzenie się zmieni, z jednej strony dzięki poprawie sytuacji kraju, a z drugiej dzięki rozwojowi finansowemu Flamengo. Żyjemy od 130 lat bez stadionu, który moglibyśmy nazwać własnym, wyobraź sobie, co by było, gdybyśmy go mieli. Czym byłoby Flamengo? Nie byłoby tak trudno, myślę, że nie byłoby żadnej konkurencji, nikt nie chciałby nawet z nami grać. Idziemy do przodu, jak mówi Zeca Pagodinho, "życie prowadź mnie". Dzień po dniu." - kontynuował w wywiadzie dla Flamengo TV.
Flamengo opiera się na dwóch głównych filarach. Pierwszym jest Selic, podstawowa stopa procentowa brazylijskiej gospodarki, która obecnie wynosi 14,75%. W czasie pandemii COVID-19 spadła do 2% w latach 2020-2021, a później jej najniższy poziom wynosił 10,5% między majem a lipcem 2024 roku. Według analizy zleconej przez Flamengo, Fundação Getulio Vargas oszacowała końcowy koszt inwestycji, uwzględniając inflację, rezerwy i materiały na 2,66 miliarda reali. Obecne władze klubu uważają, że mogłyby obniżyć tę kwotę do 2,2 miliarda.
Drugim czynnikiem jest to, że Flamengo zwiększyło swoją marżę zysków z meczów na stadionie Maracanã, ograniczając koszty operacyjne stadionu. Według danych przedstawionych na posiedzeniu Rady Deliberacyjnej, klub zwiększył roczne przychody z biletów z 44,5 miliona do 88,2 miliona reali z 2024 na 2025 rok.
"Pieniądze nie są nieskończone. Ludzie mówią, że Flamengo generuje 2,2 miliarda reali przychodu, ale to nie jest nasz zysk. To co innego przychód, a co innego to, co zostaje. W zeszłym roku zostało 365 milionów reali. To dużo jak na klub w Brazylii, ale nie pokrywa nawet 70% rocznych odsetek od kapitału potrzebnego na stadion. Flamengo ma dużo pieniędzy jak na standardy naszych klubów, ale nie ma ich wystarczająco, by zbudować stadion o skali, jakiej chce klub i na jaką zasługuje kibic, przy kosztach kapitału w Brazylii. To kwestia etapu i momentu. Aby to zrobić, musiałbym zrezygnować z innych rzeczy." - powiedział prezydent.
Bap zwrócił też uwagę na fakt, że Flamengo reguluje wszystkie zobowiązania na czas. Jego zdaniem, gdyby klub przestał je spłacać, stadion powstałby szybciej. Poprzednie władze zakładały otwarcie obiektu do 2029 roku, jednak obecne porozumiały się z miastem w sprawie przesunięcia terminu na 2036 rok, z możliwością dalszego wydłużenia.
"Ciekawą rzeczą jest też to, że mówi się, iż 80% klubów w Brazylii nie wywiązuje się ze swoich zobowiązań podatkowych. Gdyby Flamengo tego nie robiło, moglibyśmy sprowadzać dwóch Paquetá rocznie. Czy ktoś zamknąłby Flamengo? Czy ktoś przyszedłby i zapieczętował klub, bo nie płaci podatków? Zazwyczaj opinia publiczna nie docenia tego, co robi Flamengo. Nie mamy ani jednego zaległego zobowiązania, wobec zawodników, pracowników, agentów, fiskusa czy ZUS-u. Nikomu nic nie jesteśmy winni. Gdybyśmy przestali to wszystko płacić, może mielibyśmy stadion szybciej. Ale jakim kosztem? Uważamy, że z moralnego i etycznego punktu widzenia to nie ma sensu. Flamengo będzie mieć to, na co może sobie pozwolić, we właściwym momencie. Ale wygrywając wszystko, płacąc wszystko, co jesteśmy winni, i działając zgodnie z potrzebami. "Mam 100 reali w kieszeni". Czy zapłaciłbym 100 reali za colę? Nie, bo nie jest tyle warta. Taką odpowiedzialność musimy tutaj zachować." - zakończył.
PODWYŻKA CENY DLA CZŁONKÓW PROGRAMU SOCIOS-TORCEDORES JEST "NIEUNIKNIONA"
Luiz Eduardo Baptista odniósł się także do podwyżki cen planów dla socios-torcedores. W tym tygodniu Flamengo ogłosiło, że od 1 kwietnia 2026 roku abonamenty wzrosną o 10% dla głównego członka. W przypadku planów z dodatkowymi osobami, każda z nich będzie kosztować 60 reali. Struktura programu nie ulegnie zmianie, nie zostaną dodane żadne nowe korzyści ani usługi.
"Kto przy zdrowych zmysłach chce płacić więcej za cokolwiek? To naturalne. Mam dwójkę dzieci w szkole, dlaczego nie ma zniżki na drugie? Mam dwa samochody, dlaczego nie ma zniżki na drugi podatek? Niestety w Brazylii istnieje inflacja kosztów, wszystko drożeje. Prąd, woda, chleb, mleko, wynagrodzenia też muszą być podnoszone. Cały mechanizm stojący za programem socios-torcedores odczuwa skutki inflacji, dotyczy to zarówno zwykłych ludzi, jak i mistrzowskiego Mengão. W jakiś sposób trzeba to przenieść dalej." - wyjaśnił.
"W przeciwnym razie tracisz konkurencyjność i nie jesteś w stanie zatrudniać zawodników na poziomie, jaki mamy obecnie. Oni także otrzymują podwyżki. Często sami kibice mówią: "ten zawodnik gra świetnie, zasługuje na podwyżkę". To wszystko pochodzi z tego samego budżetu. Aby utrzymać wszystko w równowadze, trzeba nieustannie szukać efektywności, wydawać mniej i robić więcej, ale czasami podwyżki cen są nieuniknione. Wiem, że to nieprzyjemne, ale alternatywą byłoby utrzymanie cen i pogorszenie jakości tego, co dziś oferujemy kibicom. Naszym celem jest zawsze wygrywać, wygrywać i wygrywać. Aby to utrzymać, musimy dokonywać korekt. W przeciwnym razie byłoby to: wygrywać, remisować, remisować i byłoby to znacznie trudniejsze. Wiem, że to nie jest najlepsza wiadomość, ale to część gry, tak działa sport." - zakończył.