Bruno Henrique uzasadnia decyzję Leonardo Jardima i znów błyszczy na dużej wysokości.

Rozmiar tekstu: A A A

– Praca zawsze przynosi efekty, a ja jestem zawodnikiem, który ciężko pracuje, by jak najlepiej służyć Flamengo.

Taką wypowiedzią Bruno Henrique podsumował swój występ po zwycięstwie Flamengo 2:0 nad Independiente del Valle w Quito w pierwszym meczu ćwierćfinału Copa Libertadores. Najbardziej utytułowany zawodnik w historii klubu, ex aequo z Giorgianem de Arrascaetą, po raz kolejny znalazł sposób, by zapisać się w pamięci kibiców, odgrywając kluczową rolę w kolejnym ważnym spotkaniu.

Jeśli chcesz wspierać naszą pracę, rozważ wpłatę na platformie BuyCoffee! Twoje wsparcie pomoże nam rozwijać się, dostarczać lepsze treści i angażować się w nowe projekty. Każda wpłata, nawet najmniejsza, ma ogromne znaczenie i jest bardzo doceniana. Dziękuję za Twoje wsparcie!

Napastnik ma na koncie siedem udziałów przy golach w ośmiu meczach tegorocznej edycji Copa Libertadores. Zdobył pięć bramek i zanotował dwie asysty, a w siedmiu spotkaniach wychodził w podstawowym składzie. Jedyny raz rozpoczął mecz na ławce rezerwowych w rewanżowym spotkaniu z Cruzeiro w 1/8 finału. Decyzja ta wynikała jednak bardziej z powodów fizycznych niż sportowych, ponieważ w pierwszym meczu doznał mocnego uderzenia, przez które opuścił kilka treningów.

W fazie grupowej Bruno Henrique nie zdobył bramki jedynie w wygranym przez Flamengo meczu z Estudiantes na Maracanie. Dzięki swojej regularności odegrał ważną rolę w wywalczeniu przez Rubro-Negro najlepszego bilansu w fazie grupowej, co sprawiło, że zespół może teraz rozstrzygać wszystkie dwumecze na własnym stadionie. Napastnik jest Brazylijczykiem z największą liczbą udziałów przy golach w historii Copa Libertadores. W 78 meczach zdobył 28 bramek i zanotował 19 asyst.

Bruno Henrique zrównał się również z Pedro pod względem liczby goli zdobytych przez Brazylijczyków w historii Copa Libertadores. Obaj mają na koncie po 28 trafień. Liderem jest Gabigol z 31 golami, a Luizão zajmuje drugie miejsce z 29 bramkami.

Bruno Henrique po raz kolejny powtórzył również swój scenariusz z meczów rozgrywanych na dużej wysokości. W spotkaniu z Cusco w fazie grupowej to właśnie on otworzył wynik, przyczyniając się do zwycięstwa Flamengo 2:0 w inauguracyjnym meczu zespołu w tegorocznej edycji rozgrywek. Rywal i miejsce rozegrania meczu przywołują jednak także inne wspomnienia. W 2020 roku, podczas Recopa Sudamericana, Bruno Henrique również zdobył pierwszą bramkę w spotkaniu zakończonym remisem 2:2. Później zderzył się jednak z bramkarzem i z powodu odniesionej kontuzji musiał opuścić stadion w karetce.

– To efekt ciężkiej pracy. Praca zawsze przynosi efekty, a ja jestem zawodnikiem, który zawsze bardzo ciężko pracuje, by jak najlepiej służyć Flamengo. Po raz kolejny udało mi się zdobyć bramkę na dużej wysokości, co jest bardzo ważne. Kiedy przyjechaliśmy tutaj w 2020 roku, również strzeliłem gola, ale później doznałem kontuzji i musiałem opuścić boisko. Dziś jednak cały zespół spisał się bardzo dobrze. Kiedy trzeba było grać, graliśmy. Kiedy trzeba było bronić, broniliśmy – powiedział napastnik po meczu.

Flamengo wróci do gry w niedzielę, gdy zmierzy się z Corinthians na Maracanie. Rewanżowy mecz o awans do półfinału Copa Libertadores odbędzie się za tydzień.

– Zagraliśmy świetny mecz. Przyjechaliśmy tutaj z założeniami, które trener przedstawił nam w dniu naszego przyjazdu. Udało nam się wywieźć do Rio bardzo dobry wynik. Oczywiście wciąż czeka nas 90 minut, a Independiente del Valle ma świetnych zawodników, więc rewanż w Rio również będzie bardzo trudnym spotkaniem. Flamengo przyjechało tutaj po to, żeby osiągnąć dobry wynik i jednocześnie grać w piłkę. Osiągnęliśmy wynik, którego potrzebowaliśmy, a kiedy trzeba było grać, graliśmy, natomiast kiedy trzeba było bronić, broniliśmy. Dzięki temu wywozimy do Rio bardzo dobry rezultat – podsumował Bruno Henrique.

iconautor: Anusz

icon 11.09.2026

icon14:09

iconźródło: globoesporte.com

iconfoto: X Flamengo











Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze














Brak komentarzy