Flamengo kontra Palmeiras to Real kontra Barcelona
Wideo komika Magno Navarro na Instagramie jest równie zabawne, co tragiczne. Kampania "Mój zespół jest mój" łączy żart słowny ("który klub jest twój?") z twardą rzeczywistością: kibice Fluminense, Vasco i Botafogo są zmęczeni tym, że muszą kibicować Palmeiras przeciwko Flamengo, a kibice Corinthians, São Paulo i Santos – tym, że muszą kibicować Flamengo przeciwko Palmeiras.
Jeśli chcesz wspierać naszą pracę, rozważ wpłatę na platformie BuyCoffee! Twoje wsparcie pomoże nam rozwijać się, dostarczać lepsze treści i angażować się w nowe projekty. Każda wpłata, nawet najmniejsza, ma ogromne znaczenie i jest bardzo doceniana. Dziękuję za Twoje wsparcie!
Tak wygląda współczesna brazylijska piłka nożna. Czy to już na stałe? Nie, nic nie jest stałe. Proces zaczął się ćwierć wieku temu wraz z wprowadzeniem systemu punktowego i pogłębił około 15 lat temu po rozpadowi Clube dos Treze i indywidualnych negocjacjach praw telewizyjnych. Jest wiele elementów: kompetencje niektórych władz klubów, dobre wyczucie czasu, ale też niekompetencja innych.
Flamengo i Palmeiras rozegrają niedzielny mecz, który traktowany jest jak finał. Podobnie jest w Hiszpanii przy starciach Realu Madryt z Barceloną, to najważniejszy mecz w kraju, który w systemie punktowym staje się niemal odrębnymi rozgrywkami. Jest szeroko relacjonowany: programy przedmeczowe i pomeczowe, transmisje z szatni na żywo, drobne sprzeczki w ciągu tygodnia, wymiana docinków między działaczami, podróże kibiców, grillowania i wiele innych wydarzeń. To prawdziwa "niedziela Flamengo kontra Palmeiras".
Mogło to się wydarzyć z innymi klubami, Vasco i Corinthians, albo São Paulo. Wtedy można byłoby mówić o kompetencjach lub niekompetencjach. Ale stało się z Flamengo i Palmeiras.
Co naprawdę zaskakuje, to fakt, że kibice, profesjonaliści i dziennikarze żyjący Grêmio, Internacionalem, Cruzeiro, Atlético, Fluminense, Santosem i wieloma innymi klubami, nie dostrzegają, że w tej "festiwalowej" atmosferze są gośćmi o marginalnym znaczeniu. Gre-Nal staje się coraz bardziej jak Betis kontra Sevilla w skali krajowej, niczym więcej.
Brazylia postanowiła odrzucić swoją historię, tłumiąc rozgrywki stanowe i małe kluby. Wielu dziennikarzy przez lata broniło systemu punktowego i tworzenia lig, wzorując się na Europie, myśląc, że to można przenieść do kraju wielkości całej Europy. Tymczasem ich rozgrywki stanowe nie zostały stłumione, w Europie są one częścią mistrzostw krajowych. Nie dostrzegli, albo zignorowali, degradacji, jaką to spowodowało w reszcie środowiska.
Opowieść była taka, że dobrze zorganizowana liga, z dala od bandytów z CBF i federacji, pozwoli Brazylii mieć kluby tak silne jak europejskie i zatrzymać talenty. Lecz prawdziwe talenty i tak odchodzą, bo nie mają żadnej więzi z dużymi brazylijskimi klubami. Taki Estevão zostaje zabrany z Minas do Palmeiras w wieku 14 lat, ponieważ klub oferuje najlepsze warunki, aby stał się produktem eksportowym. Klub zarabia, a wraz z nim rodzina i agenci. Marki także oczywiście.
Elityzacja brazylijskiej piłki nożnej wywołuje reakcję łańcuchową. To nie tylko Brazileirão staje się biznesem dla nielicznych, tak samo dzieje się w młodzieży. Nie ma projektów, programów ani zabezpieczeń, a poszukiwanie chłopców w wieku 10, 12, 14 lat trwa w najlepsze. Kto ma więcej, może więcej. Dziś niektórzy mają znacznie większe możliwości niż inni. Niektóre duże kluby szukają nawet 10-letnich chłopców w Afryce, bo w Brazylii większość talentów jest już "zajęta".
Duże kluby stały się duże, bo w ciągu ostatniego wieku odróżniły się od "małych", przez lokalizację lub kompetencje. Piłka "kapilarna", wkraczająca w interior Brazylii, uczyniła kraj fabryką talentów w XX wieku. Teraz każda z tych fabryk jest zagrożona. I udaje się, że nie rozumie się, dlaczego reprezentacja Brazylii, zarówno dorosła, jak i młodzieżowa, nie wygrywa już nic.
Tak, można stworzyć kalendarz, w którym duże kluby grają częściej między sobą i zarabiają więcej pieniędzy. Ale tłumienie piłki w interiorze jest opłakane. Za 50 lat, gdy cały interior Minas, a być może nawet Belo Horizonte, będzie wybierał między Flamengo a Palmeiras, albo innym z dużych klubów z São Paulo, całkowicie ignorując Atlético i Cruzeiro, może to wreszcie dotrze.
Dziś system punktowy faworyzuje duże kluby i traktuje małe jak "pchły", a dystrybucja pieniędzy niemal bez zasad powoduje ogromną nierównowagę, doprowadzając do powstania brazylijskich "Realów Madryt i Barcelon".
Kibice innych klubów są w fazie zaprzeczenia. Myślą, że wystarczy kompetencja lub multimilionowy właściciel, aby São Paulo lub Botafogo mogli regularnie rywalizować z dwoma dominującymi. Może to się zdarzyć, ale wtedy mielibyśmy 4-5 potężnych klubów, a nie 2. Wystarczy spojrzeć na wielkość Brazylii i liczbę miast z milionami sierocych kibiców, którzy nieuchronnie przejdą do największych.
Było Ponte Preta kontra Guarani, który był traktowany jak największy derbowy mecz w historii Campinas. Dwa kluby, które były kiedyś ważnymi bohaterami brazylijskiej piłki, grały decydujący mecz w Série C. Kto dziś kibicuje Ponte czy Guarani w Campinas? Ten efekt domina powtarza się w średnich i dużych miastach w całej Brazylii. Fabryki młodych piłkarzy zniknęły lub znikają.