Flamengo przetrwało "babola", przezwyciężyło absencje i utrzymało pościg za Palmeiras
Wszystko wskazywało na to, że będzie to niekorzystna kolejka dla Flamengo. Zaczynając od odwróconego atutu własnego boiska względem jego bezpośredniego rywala Palmeiras, które grało u siebie, podczas gdy przed Flamengo było trudne syntetyczne boisko Athletico Paranaense. Do tego doszła masa absencji, w tym wszystkich defensywnych pomocników z kadry. A żeby pogorszyć sytuację, już w pierwszych minutach fatalny błąd popełnił Agustín Rossi. W praktyce było to jak rozpoczęcie meczu od wyniku 0:1.
Jeśli chcesz wspierać naszą pracę, rozważ wpłatę na platformie BuyCoffee! Twoje wsparcie pomoże nam rozwijać się, dostarczać lepsze treści i angażować się w nowe projekty. Każda wpłata, nawet najmniejsza, ma ogromne znaczenie i jest bardzo doceniana. Dziękuję za Twoje wsparcie!
Flamengo przetrwało to wszystko i skorzystało z potknięcia Palmeiras, aby utrzymać realny dystans do lidera. Różnica wynosi cztery punkty (35 do 31), a Rubro Negro mają jeden mecz mniej. W następnej kolejce dojdzie między nimi do bezpośredniego starcia na stadionie Maracanã. Jeśli wygra drużyna z Rio de Janeiro, będzie miała najlepszy bilans w Campeonato Brasileiro pod względem straconych punktów.
Skupmy się teraz na tym, co wydarzyło się na Arena da Baixada. Po odpadnięciu z Copa do Brasil, po bolesnym 0:2 z Vitórią na Barradão, psychologicznie ważne było uniknięcie drugiej porażki z rzędu przed decydującym tygodniem. Przy braku defensywnych pomocników Leonardo Jardim postawił na improwizowanego Léo Ortiza oraz na Saúla, który wciąż jest daleki od optymalnej formy. Lucas Paquetá, wracający po kontuzji, zagrał bardziej z przodu.
Nie można powiedzieć, że którykolwiek z tej trójki zagrał dobrze. Athletico Paranaense szybko objęło prowadzenie i się zamknęło, oddając piłkę Flamengo, które nie wiedziało, co z nią zrobić, głównie z powodu późnej adaptacji do murawy. W całej pierwszej połowie drużyna z Rio de Janeiro miała 59% posiadania piłki i stworzyła tylko jedną okazję bramkową po niecelnym strzale Lucasa Paquety w polu karnym w dziewiątej minucie.
W przerwie Leonardo Jardim nie dokonał zmian personalnych, ale zażądał bardziej agresywnej postawy i to zadziałało. Już po pięciu minutach Samuel Lino pojawił się z prawej strony i dośrodkował do Jorge Carrascala, który głową trafił w poprzeczkę. W 57. minucie Alex Sandro otrzymał piłkę przy linii końcowej i dośrodkował do Pedro, który źle zamknął akcję z najbliższej odległości. Tymczasem Athletico Paranaense miało już tylko jedną klarowną okazję po strzale Stivena Mendozy obronionym przez Agustína Rossiego. Trzy sytuacje sam na sam Kevina Viverosa nie są liczone, ponieważ napastnik był na spalonym i VAR anulowałby gola.
Ale kiedy wydawało się, że ponownie uderzy "tryb drutu kolczastego", jak kibice żartują z niskiej skuteczności Flamengo, pojawił się Bruno Henrique. Idol Rubro Negro wszedł na boisko w 58. minucie za Samuela Lino i tchnął nowe życie w lewą stronę ataku. To właśnie tam stworzył kilka groźnych akcji, w tym perfekcyjną asystę do Pedro przy wyrównującym golu w 85. minucie.
Flamengo zakończyło mecz z mniejszą liczbą strzałów (12 do 17), ale z większym posiadaniem piłki (57% do 43%) i większą liczbą klarownych okazji (4 do 2). Remis smakował po stronie drużyny z Rio de Janeiro jak zwycięstwo ze względu na wszystkie przeciwności, z jakimi musiała się zmierzyć w tej kolejce. Piłkarze wrócili do Rio de Janeiro w nocy z niedzieli na poniedziałek, a przed wielkim meczem z Palmeiras ponownie wyjdą na boisko już w nocy ze środy na czwartek, kiedy podejmą Estudiantes na stadionie Maracanã w ramach 4. kolejki fazy grupowej Copa Libertadores.