Flamengo przezwycięża początkowe rozłączenie i rozgrywa mecz godny lidera
Flamengo przeszło od nierozpoznawalnego chaosu w pierwszej połowie do odzyskania kontroli i skuteczności w drugiej części, aby wygrać 2:1 z Corinthians, odrabiając straty w nocy z niedzieli na poniedziałek. Ta zmiana postawy pokazuje, dlaczego drużyna Filipe Luísa jest jednym z faworytów do tytułu mistrza Brazylii, rozgrywek, które dzięki temu wyjazdowemu zwycięstwu teraz prowadzi z pewną przewagą.
Jeśli chcesz wspierać naszą pracę, rozważ wpłatę na platformie BuyCoffee! Twoje wsparcie pomoże nam rozwijać się, dostarczać lepsze treści i angażować się w nowe projekty. Każda wpłata, nawet najmniejsza, ma ogromne znaczenie i jest bardzo doceniana. Dziękuję za Twoje wsparcie!
Wyczerpujący mecz w nocy z czwartku na piątek przeciwko Estudiantes w Copa Libertadores sprawił, że trener dokonał pięciu zmian w składzie. Emerson Royal, Matías Viña, Nicolás de la Cruz, Jorge Carrascal i Bruno Henrique weszli do drużyny. Największą nowością był Jorge Carrascal na pozycji, którą zwykle zajmują Gonzalo Plata i Luiz Araújo. Kolumbijczyk wyróżniał się w barwach Flamengo, lecz długo zajęło mu, zanim na dobre włączył się do gry.
W dużej mierze wynikało to z trudności, jakie drużyna z Rio de Janeiro miała z odpowiednim kryciem przy wyprowadzaniu piłki przez Corinthians. Raniele cofał się do obrońców, a rywale formowali trio defensywne, które mogło swobodnie wymieniać podania bez presji ze strony napastników Rubro-Negro. Niespójny pressing Flamengo pozwalał przeciwnikowi łatwo przechodzić pierwszą linię nacisku i wykorzystywać przestrzeń za plecami obrońców. Właśnie tam drużyna z São Paulo potrafiła tworzyć przewagę i stwarzać zagrożenie.
"Nie kontrolowaliśmy głębi i oni to wykorzystali, posyłając piłki za naszą linię obrony, co mocno nas skrzywdziło. Słabo wypadliśmy w tych pierwszych minutach." - analizował Filipe Luís.
Rzadko Flamengo rozgrywało tak chaotyczną pierwszą połowę jak na Neo Química Arena. Zespół nie potrafił się odnaleźć taktycznie, źle się ustawiał i przez pierwsze 40 minut musiał gonić Corinthians. Brak zgrania między zawodnikami Rubro-Negro nie okazał się zabójczy jedynie dzięki nieskuteczności Timão, które zmarnowało dobre okazje, by zamienić przewagę na gole.
Najlepsza z nich miała miejsce w 13. minucie, gdy Yuri Alberto fatalnie wykonał rzut karny, posyłając piłkę podcinką prosto w ręce Agustína Rossiego, który obronił siedząc. Bramkarz Flamengo rósł w trakcie meczu, a napastnik marnował kolejne okazje. Co najmniej trzy razy znalazł się w dobrych sytuacjach, ale ich nie wykorzystał. Problemy Flamengo po prawej stronie obrony ułatwiały zadanie rywalom. Z Jorge Carrascalem dopiero adaptującym się do nowej roli w ataku, defensorzy byli przeciążeni i pozwalali Yuriemu Alberto uciekać właśnie tą flanką.
Bez piłki Flamengo nie potrafiło skutecznie pressować, a z piłką drużyna Filipe Luísa była równie bezradna. Giorgian de Arrascaeta i Saúl byli niewidoczni, a gdy już dostawali piłkę, popełniali błędy w podaniach, przerywając próby przejścia Rubro-Negro do ataku. W ciągu 40 minut zawodnicy Filipe Luísa oddali tylko jeden strzał, niecelny, przy 10 Corinthians. Potem sytuacja się zmieniła.
"Frustracja z powodu niemożności odzyskania piłki sprawiała, że nasza gra w posiadaniu również była słaba: przez błędy techniczne, indywidualne, przez ciężkie nogi, przez zmęczenie biegiem do tyłu. Po poprawkach zaczęliśmy lepiej kontrolować mecz, a w ostatnich minutach pierwszej połowy byliśmy lepsi niż na początku." - ocenił trener Rubro-Negro.
Z pięciu strzałów Flamengo w pierwszej połowie cztery padły po 40. minucie. Giorgian de Arrascaeta i Samuel Lino mieli dogodne okazje. Zmiana zaczęła się od korekty Filipe Luísa w pressingu na wyprowadzaniu piłki przez Corinthians i w ruchu trójki atakujących. Samuel Lino zaczął schodzić do środka i uwalniać korytarz, otwierając przestrzeń, by Flamengo mogło tworzyć więcej sytuacji.
Nawet po golu Yuri Alberto w pierwszej minucie drugiej połowy Flamengo nie straciło równowagi i utrzymało poprawę. Wykorzystało przewagę techniczną kadry i zmiany Filipe Luísa, by się podnieść. Zgrało pressing na wyprowadzaniu piłki przez Corinthians, utrudniając grę obrońcom rywali, zaczęło wymieniać więcej podań i lepiej poruszać się w ofensywie. I co najważniejsze, wciągnęło Giorgiana de Arrascaetę i Jorge Carrascala do gry.
Piłka zmieniła właściciela. Corinthians nie potrafiło już posyłać podań za plecy obrony Rubro-Negro, natomiast Flamengo zaczęło układać trójkąty podań. Było lepsze i, w przeciwieństwie do Corinthians, zamieniło przewagę na gole. Od nogi do nogi: od Samuela Lino do Jorge Carrascala i do Giorgiana de Arrascaety, który przyjął piłkę prawą nogą i uderzył lewą w 54. minucie.
Zmiana postawy znalazła odzwierciedlenie w statystykach drugiej połowy. W 40 minut tej części gry Flamengo oddało siedem strzałów przy trzech Corinthians. W 71. minucie znów było skuteczne: od Gonzalo Platy do Jorge Carrascala i do Luiza Araújo, który uderzył z pierwszej piłki, dając prowadzenie. Poza golem rywale zdołali zagrozić Agustínowi Rossiemu tylko raz, gdy ten obronił strzał Vitinho.
Dojrzałość sprawiła, że Flamengo wykorzystało perfekcyjną kolejkę, na którą złożyły się porażki Cruzeiro (wicelidera) i Palmeiras (trzeciej drużyny w tabeli). Z 54 punktami Rubro-Negro podejmie Cruzeiro w nocy z czwartku na piątek na stadionie Maracanã, z szansą na jeszcze większe powiększenie przewagi nad bezpośrednim rywalem w walce o tytuł. Podopieczni Filipe Luísa są absolutnym liderem Brasileirão.