Flamengo spędza 24 godziny w podróży

Rozmiar tekstu: A A A

Kalendarz kwietniowy to jedynie przedsmak tego, jak będzie wyglądał sezon dla Flamengo. Uczestnicząc w najważniejszych rozgrywkach, klub z Rio de Janeiro ma napięty grafik aż do grudnia - mecze będą się odbywać dwa razy w tygodniu. W tym właśnie kontekście zespół musiał podzielić się między debiutem w Copa Libertadores a 2. kolejką Campeonato Brasileiro.

Jeśli chcesz wspierać naszą pracę, rozważ wpłatę na platformie BuyCoffee! Twoje wsparcie pomoże nam rozwijać się, dostarczać lepsze treści i angażować się w nowe projekty. Każda wpłata, nawet najmniejsza, ma ogromne znaczenie i jest bardzo doceniana. Dziękuję za Twoje wsparcie!

Flamengo odbędzie tylko jeden trening przed niedzielnym starciem z Vitórią na stadionie Barradão. Wszystko dlatego, że drużyna dotarła do Salvadoru dopiero w piątkowy wieczór, po ponad 12 godzinach podróży prosto z Wenezueli, gdzie zmierzyła się z Deportivo Táchira w Copa Libertadores. Trening zaplanowano na sobotnie popołudnie w ośrodku treningowym Bahii.

Logistyka całej wyprawy została starannie zaplanowana przez Departament Piłki Nożnej oraz sztab szkoleniowy już kilka tygodni wcześniej. Pojawiły się trudności ze znalezieniem lotu do Wenezueli - brakowało zarówno połączeń regularnych, jak i możliwości lotu bezpośredniego.

Zdecydowano się więc na lot czarterowy do Santo Domingo (Wenezuela), z międzylądowaniem w Manaus na tankowanie, a następnie godzinny przejazd autobusem do San Cristóbal, gdzie odbył się mecz. Łącznie podróż z Ninho do Urubu, do hotelu w Wenezueli zajęła ponad 12 godzin.

Mimo zmęczenia drużyna wyszła na boisko niespełna 24 godziny później i pokonała Deportivo Táchira 1:0. Kolejne komplikacje logistyczne sprawiły, że Flamengo mogło opuścić kraj dopiero następnego dnia po meczu.

Tym razem, po autobusowym przejeździe do Santo Domingo, drużyna ponownie poleciała do Manaus (na tankowanie), a stamtąd prosto do Salvadoru. Flamengo wylądowało w stolicy stanu Bahia w piątkowy wieczór. Zgodnie z planem, do sobotniego popołudnia zawodnicy mieli czas wyłącznie na odpoczynek. Sumując podróż z Rio de Janeiro do Wenezueli oraz z Wenezueli do Salvadoru, piłkarze spędzili w drodze ponad 24 godziny - w samolotach i autobusach.

"To wszystko jest bardzo męczące. Chciałbym podkreślić, jak zawodnicy poradzili sobie z tym bez żadnych skarg, wykazując ogromny profesjonalizm. Zagraliśmy najlepszy możliwy mecz w warunkach, jakie mieliśmy. Logistyka była świetna, nie dało się tego zorganizować lepiej. Zrobiliśmy wszystko, by maksymalnie ułatwić życie zawodnikom. Ich postawa daje nam pewność na przyszłość. To nie był nasz najlepszy występ, ale w tych okolicznościach nie mogliśmy zagrać lepiej." - powiedział dyrektor sportowy José Boto w rozmowie z kanałem "Flazoeiro" po przylocie do Bahia.

Dobrą wiadomością jest fakt, że podczas gdy drużyna zmagała się z logistycznym "zadaniem specjalnym", Gérson, Wesley, Giorgian de Arrascaeta i Gonzalo Plata odbyli znacznie krótszy lot z Rio de Janeiro bezpośrednio do Salvadoru. Cała czwórka wyleczyła już swoje problemy zdrowotne i zostanie włączona do kadry meczowej na spotkanie z Vitórią. W piątkowy poranek trenowali jeszcze w Ninho do Urubu, zanim wyruszyli w podróż.

Sobotni trening w centrum treningowym Bahii będzie jedyną jednostką przygotowawczą przed spotkaniem z Vitórią. Filipe Luís wykorzystał natomiast czas długiej podróży na analizę rywala, o czym wspomniał na konferencji prasowej po meczu Copa Libertadores.

"Mojego kolejnego przeciwnika, Vitórię, zamierzam dokładnie przeanalizować jutro. Będę oglądać ich mecze (...). Taki właśnie mam styl pracy." - podkreślił.

iconautor: MentiX

icon 05.04.2025

icon13:25

iconźródło: globoesporte.com

iconfoto: Twitter Flamengo











Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze














Brak komentarzy