Flamengo szybko odpowiedziało po odpadnięciu z rozgrywek, odzyskało pozycję lidera, ale przekonywało tylko przez 45 minut

Rozmiar tekstu: A A A

Ponownie na wypełnionej po brzegi Maracanie, przeciwko kolejnej defensywnie nastawionej drużynie prowadzonej przez Argentyńczyka (przypadkowo byłego trenera Estudiantes). Tym razem jednak Flamengo schodziło z boiska zadowolone. Cztery dni po tym, jak nie zdołało przebić się przez szczelną obronę rywali z Argentyny i odpadło w półfinale Copa Libertadores, Rubro-Negro szybko udzielili odpowiedzi, której potrzebowali. W nocy z poniedziałku na wtorek odwrócili losy meczu z Atlético Mineiro, wygrywając 3:2, i odzyskali prowadzenie w Campeonato Brasileiro.

Jeśli chcesz wspierać naszą pracę, rozważ wpłatę na platformie BuyCoffee! Twoje wsparcie pomoże nam rozwijać się, dostarczać lepsze treści i angażować się w nowe projekty. Każda wpłata, nawet najmniejsza, ma ogromne znaczenie i jest bardzo doceniana. Dziękuję za Twoje wsparcie!

Zwycięstwo jest, ale czy była też dobra gra? Statystyki pokazują ogromną przewagę Flamengo: 66% posiadania piłki (w pewnym momencie nawet 73%), 26 strzałów przy zaledwie czterech rywali, 14 rzutów rożnych wobec zera, 856 podań w porównaniu z 342 oraz dziewięć okazji bramkowych przy czterech Atlético Mineiro. W tym meczu trzeba jednak osobno ocenić każdą połowę.

Pierwsze 45 minut rzeczywiście przypominało najlepszą wersję Flamengo Leonardo Jardima, jaką oglądaliśmy w tym sezonie, mimo że zespół jako pierwszy stracił bramkę. Od samego początku grał agresywnie i intensywnie, a zawodnicy ofensywni często zmieniali pozycje. Bez piłki wysoko naciskał na rywali już na etapie wyprowadzania akcji i agresywnie doskakiwał do przeciwników w każdej strefie boiska. Efekty było widać na mapie cieplnej z przerwy, praktycznie cała drużyna Flamengo znajdowała się na połowie rywala.

Bernard otworzył wynik po pierwszym kontrataku Atlético Mineiro, wykorzystując przestrzeń za plecami Alexa Sandra i Léo Pereiry, który spóźnił się z interwencją w środku pola. Flamengo już w pierwszej minucie miało okazję do zdobycia bramki, gdy Pedro starł się z bramkarzem Gabrielem Delfimem. Później nieustannie naciskało i doprowadziło do wyrównania w 33. minucie po przypadkowym golu Gonzalo Platy, który próbował dośrodkować w pole karne. Wcześniej świetne okazje po strzałach głową zmarnowali Pedro i Erick Pulgar. W 40. minucie Giorgian de Arrascaeta wyprowadził Rubro-Negro na prowadzenie po pięknej indywidualnej akcji, a pięć minut później był bliski zdobycia trzeciej bramki, lecz jego strzał z pola karnego obronił bramkarz.

Po przerwie tempo gry Flamengo drastycznie spadło. W 63. minucie świetną okazję po strzale głową zmarnował Léo Ortiz, a w 72. minucie podobnie postąpił Bruno Henrique. Giorgian de Arrascaeta miał jeszcze jedną szansę w 82. minucie, ale nie trafił czysto w piłkę po dośrodkowaniu Léo Pereiry. Atlético Mineiro, które wyrównało w 59. minucie, stopniowo przejmowało kontrolę nad spotkaniem, między innymi dzięki zmianom. Roszady Leonardo Jardima, mające dodać drużynie świeżości, nie przyniosły natomiast żadnego efektu. W rzeczywistości tylko pogorszyły grę zespołu.

Flamengo zaczęło grać zbyt szeroko, bez odpowiednich odległości między formacjami i bez pomysłu na konstruowanie akcji, przez co musiało uciekać się do kolejnych dośrodkowań w pole karne. Po jednym z nich Léo Pereira, który w desperacji ruszył do ataku, wywalczył rzut karny po faulu Renana Lodiego. Choć na boisku byli już Lucas Paquetá i Bruno Henrique, odpowiedzialność wziął na siebie Jorge Carrascal. Kolumbijczyk pewnym i technicznie doskonałym strzałem zapewnił Flamengo zwycięstwo w ostatniej minucie. Jego świetne wykonanie jedenastki pokazuje zresztą, że błędem było zdjęcie go z boiska przed serią rzutów karnych w półfinale z Estudiantes.

Kibice również dali popis, wspierając drużynę nawet po stracie bramek. Podczas pierwszego spotkania zespołu z kibicami po odpadnięciu z Copa Libertadores nie było protestów, ale przed meczem pojawiły się gwizdy pod adresem Leonardo Jardima, a za bramką na trybunie Norte zawisł transparent z napisem „Mistrzostwo Brazylii to obowiązek”.

Dzięki zwycięstwu Flamengo ma na koncie 70 punktów, o jeden więcej niż Palmeiras. Teraz przed zespołem klasyk z Vasco, który odbędzie się w nocy z czwartku na piątek na stadionie Nilton Santos. Drużyna wróci do treningów we wtorek późnym rankiem w Ninho do Urubu.

iconautor: MentiX

icon 27.10.2026

icon08:28

iconźródło: globoesporte.com

iconfoto: X Flamengo











Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze














Brak komentarzy