Flamengo traci kontrolę po niemal perfekcyjnej pierwszej połowie, a zmęczenie nie może być wymówką

Rozmiar tekstu: A A A

To mogła być słodka noc dla kibiców Flamengo, którzy liczyli na to, że ich zespół po raz pierwszy w sezonie 2026 spędzi noc na fotelu lidera Campeonato Brasileiro. Sen szybko zamienił się jednak w koszmar, gdy Rubro-Negro przegrali 1:2 z Cruzeiro na Mineirão, tracąc prowadzenie po przerwie. Sytuacja może się jeszcze pogorszyć, jeśli liderujący Palmeiras pokona w niedzielę Vasco i ponownie odskoczy Flamengo na sześć punktów.

Jeśli chcesz wspierać naszą pracę, rozważ wpłatę na platformie BuyCoffee! Twoje wsparcie pomoże nam rozwijać się, dostarczać lepsze treści i angażować się w nowe projekty. Każda wpłata, nawet najmniejsza, ma ogromne znaczenie i jest bardzo doceniana. Dziękuję za Twoje wsparcie!

Jak to w koszmarach bywa, zanim zrobiło się źle, wszystko wyglądało bardzo dobrze. Flamengo, podobnie jak w środowym meczu Copa Libertadores, rozegrało znakomitą pierwszą połowę. Zespół dominował na boisku, miał 55 procent posiadania piłki i stworzył pięć świetnych okazji przy sześciu oddanych strzałach. Wykorzystał jednak tylko jedną z nich, gdy w 21. minucie do siatki trafił Pedro.

I właśnie wtedy ponownie dał o sobie znać chroniczny problem Flamengo: zespół kreuje mnóstwo sytuacji, ale wykorzystuje zbyt mało z nich. Jorge Carrascal dwukrotnie zmarnował okazje na początku spotkania. Najpierw, dwa metry przed bramką, posłał piłkę wysoko nad poprzeczką, a później, po kontrataku, zbyt długo zwlekał ze strzałem i jego próbę w polu karnym zablokowali obrońcy. W 17. minucie kapitalnej okazji nie wykorzystał również Pedro, a w 31. minucie po główce Léo Ortiza piłka przeleciała tuż obok słupka.

Po przerwie scenariusz zmienił się jednak całkowicie. Cruzeiro, które mimo siedmiu oddanych strzałów do przerwy stworzyło sobie tylko jedną klarowną okazję, w drugiej połowie przejęło kontrolę nad spotkaniem. Gospodarze praktycznie wyrównali posiadanie piłki (49 do 51 procent) i oddali aż 15 kolejnych strzałów. Na początku drugiej połowy wyrównał Keny Arroyo, a pod koniec meczu Matheus Pereira zdobył bramkę na wagę zwycięstwa. Flamengo miało w tym czasie tylko jedną naprawdę dobrą okazję, ale w 57. minucie Pedro przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem.

Leonardo Jardim część winy za porażkę przypisał zmęczeniu i rzeczywiście było wyraźnie widać, że Flamengo pod względem fizycznym osłabło po przerwie. Nie może to jednak być wymówką w przypadku tak szerokiej i mocnej kadry, jak ta, którą dysponują Rubro-Negro. Trener mógł również lepiej wykorzystać zmiany. Przykładowo, jedynym zawodnikiem, który pod względem technicznym odstawał od reszty zespołu w pierwszej połowie, był Jorge Carrascal, a mimo licznych błędów Kolumbijczyk pozostał na boisku do końca. Owszem, fizycznie był bardziej wypoczęty od pozostałych, ale podobnie było z Luizem Araújo, który pojawił się na murawie dopiero w 82. minucie.

Leonardo Jardim wspomniał również o kilku „dziecinnych błędach”, które popełniło Flamengo. Można być pewnym, że w tej kategorii znalazła się również sytuacja, po której padł zwycięski gol Cruzeiro. W doliczonym czasie gry Ayrton Lucas próbował ruszyć do przodu, ale został otoczony przez rywali i nie miał komu podać. Zdecydował się więc na podanie piętą do tyłu, ale stracił piłkę. Ta przeszła następnie przez Kaique Kenjiego, Wesleya, Gersona, Matheusa Pereirę i Lucasa Villalbę, zanim trafiła do strzelca gola, który zapewnił Cruzeiro zwycięstwo.

Flamengo wróciło do Rio de Janeiro w nocy z soboty na niedzielę i teraz będzie miało cały tydzień na treningi oraz regenerację. Rubro-Negro wrócą do gry dopiero w przyszłą niedzielę, gdy zmierzą się z Botafogo na Maracanie w 25. kolejce. Rubro-Negro pozostają na drugim miejscu w tabeli Brasileirão z dorobkiem 45 punktów.

iconautor: MentiX

icon 23.08.2026

icon03:27

iconźródło: globoesporte.com

iconfoto: X Flamengo











Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze














Brak komentarzy