Flamengo zapłaciło cenę za grę tylko przez jedną połowę, ale ponownie wszystko zależy od niego w walce o mistrzostwo
Wyczekiwany powrót Flamengo na Maracanę po niemal dwumiesięcznej przerwie nie zakończył się tak, jak oczekiwali tego kibice. Remis 1:1 z São Paulo był dużym rozczarowaniem dla Rubro-Negro podczas chłodnego niedzielnego wieczoru w Rio de Janeiro. Szczęściem w nieszczęściu okazała się porażka lidera Palmeiras, dzięki której przewaga nad Flamengo nie wzrosła do dziesięciu punktów.
Jeśli chcesz wspierać naszą pracę, rozważ wpłatę na platformie BuyCoffee! Twoje wsparcie pomoże nam rozwijać się, dostarczać lepsze treści i angażować się w nowe projekty. Każda wpłata, nawet najmniejsza, ma ogromne znaczenie i jest bardzo doceniana. Dziękuję za Twoje wsparcie!
Choć Emerson Royal nie jest jednoznacznym faworytem w rywalizacji z Guillermo Varelą, Leonardo Jardim wystawił najmocniejszy możliwy skład. Do wyjściowej jedenastki wrócił Alex Sandro, a na prawym skrzydle zagrał Lorran, ponieważ z powodu absencji Gonzalo Platy i Luiza Araújo trener nie miał wielu alternatyw. Mimo to Flamengo praktycznie nie istniało w pierwszej połowie. Duża w tym zasługa São Paulo, które skutecznie neutralizowało rywala pressingiem i kontrolowało posiadanie piłki. Jednocześnie gospodarzom nie można odmówić odpowiedzialności za własną bierną postawę.
Przez 47 procent czasu gry z piłką w pierwszej połowie Flamengo oddało zaledwie trzy strzały i stworzyło tylko jedną naprawdę groźną sytuację, gdy Erick Pulgar trafił w poprzeczkę. Problem nie leżał jednak w doborze zawodników, lecz w nastawieniu zespołu. Po przerwie Leonardo Jardim nie dokonał żadnych zmian personalnych, a mimo to jego drużyna wyglądała zupełnie inaczej. Flamengo oddało dziesięć strzałów, stworzyło siedem dobrych okazji i objęło prowadzenie po golu Léo Pereiry, zdobytym po dobrze rozegranym rzucie rożnym.
Jeszcze przed bramką świetnych okazji nie wykorzystali Vitão i Bruno Henrique, którego uderzenie głową kapitalnie obronił Rafael. Po objęciu prowadzenia Flamengo miało kolejne cztery szanse, by zamknąć spotkanie. Pedro dwukrotnie był bliski zdobycia gola, najpierw nie trafił przewrotką, a później jego uderzenie piętą przeleciało nad poprzeczką. Strzał Giorgiana de Arrascaety został obroniony przez bramakrza, a Emerson Royal nie trafił czysto głową w piłkę w dogodnej sytuacji. Gdy w 70. minucie Jonathan Calleri wyrównał przy jedynej groźnej akcji São Paulo po przerwie, gospodarze zapłacili za zmarnowane pierwsze 45 minut.
Przy straconym golu odpowiedzialność spoczywa nie tylko na Vitão, który pozwolił Jonathanowi Calleriemu oddać strzał głową zza swoich pleców. Równie ważnym błędem było pozostawienie Luisa Osorio całkowicie bez presji przy dośrodkowaniu. Dodatkowo Samuel Lino i Emerson Royal niepotrzebnie skupili się na tym samym zawodniku rywali, pozostawiając autorowi asysty zbyt dużo miejsca.
Remis pozostaje rozczarowującym wynikiem, mimo że Palmeiras również straciło punkty. Zwycięstwo pozwoliłoby Flamengo zmniejszyć stratę do lidera do czterech punktów przy jednym zaległym meczu. Obecna różnica wynosząca sześć punktów sprawia jednak, że Rubro-Negro ponownie mają swój los we własnych rękach. Jeśli wygrają zaległe spotkanie z Mirassol na Maracanie oraz pokonają Palmeiras różnicą co najmniej trzech bramek w 36. kolejce na stadionie Nubank Park, odrobią straty zarówno w tabeli, jak i w bezpośrednim bilansie spotkań.
Do końca sezonu pozostało jednak jeszcze wiele spotkań. Flamengo już w nocy ze środy na czwartek wróci do gry i zmierzy się na wyjeździe z Internacionalem na stadionie Beira-Rio. Przygotowania do tego meczu rozpoczną się w poniedziałkowy poranek w Ninho do Urubu, a we wtorek wieczorem zespół wyleci do Porto Alegre.