Gabriel Barbosa osiąga szczyt swojej ego-podróży
Zwycięska drużyna Flamengo, utworzona w 2019 roku, przekształciła Gabriela Barbosę w największego idola klubu swojego pokolenia. Decydujące bramki i naturalna charyzma stworzyły relację z kibicami Rubro-Negro. Panowała tam wzajemna sympatia, być może dlatego, że wrodzona arogancja napastnika dorównywała napompowanej klatce piersiowej fanów Urubu.
Bądźmy szczerzy, przez cztery lata na boisku dostarczał świetnych lub dobrych występów, imponującą średnią goli, uzasadniając inwestycję klubu w jego pozyskanie oraz wysoką pensję. Stał się nawet idolem dzieci z innych drużyn.
W środowisku Rubro-Negro było powszechnie wiadomo, że status ten pozwala Gabigolowi zachowywać się jak supergwiazda. Ignorował zobowiązania, wchodził na platformę samochodu podczas celebracji tytułu Copa Libertadores, aby wygwizdać trenera reprezentacji, wywoływał kolejne zamieszki na boisku, które prowadziły do dziecinnych zawieszeń. Wszystko to pod pobłażliwym spojrzeniem wszystkich, zarówno władz, jak i kibiców, co należy podkreślić.
Jego wydajność na boisku gwałtownie spadła od 2023 roku. Doznał kontuzji pod koniec roku i przez większość czasu był rezerwowym.
Nie powstrzymało go to od dalszego zachowywania się jak niezłomna gwiazda. W kwietniu zeszłego roku znieważył kontrolerów agencji antydopingowej podczas rutynowego badania antydopingowego. Zaowocowało to 45-dniowym zawieszeniem w sprawie wciąż toczącej się przed sądem międzynarodowym.
Niska wydajność nie przeszkodziła mu również w zażądaniu 50 milionów reali za przedłużenie umowy z Flamengo - nowego zakupu praw - oprócz utrzymania wysokiej pensji.
Pod koniec zeszłego roku flirtował z Corinthians podczas wywiadu w podcast, a jego postawa przypominała szturchnięcie, ponieważ jego warunki przedłużenia kontraktu nie zostały przyjęte. Kibice byli źli, ale mu wybaczyli. Wybaczanie to coś, czego Gabigol jest przyzwyczajony.
Mimo braku dobrej gry od prawie półtora roku, był oklaskiwany i ubóstwiany przez kibiców Rubro-Negro za każdym razem, gdy wchodził na boisko i niewiele robił. Jego główną rolą w drużynie było pełne emocji podążanie za sambą kibiców pod koniec meczu. Po powrocie z zawieszenia "dopingowego" został owacyjnie przywitany przez pracowników klubu.
W tym tygodniu, po dobrej grze drużyny Flamengo, w której nie przyczynił się wcale, założył koszulkę Corinthians w swoim domu, nie wiedząc dlaczego. Zawodowi gracze mają umowy dotyczące praw do wizerunku, on o tym dobrze wie, ponieważ ich wykorzystanie jest warte miliony.
Sfotografowany, a zdjęcie wycieka, celowo lub nie, kto wie? Jego asystenci zaprzeczają autentyczności zdjęcia w bezczelnej kłamliwości. Oburzenie prowadzi zarząd Flamengo do nałożenia na niego grzywny oraz utraty koszulki z numerem 10, którą otrzymał jako swoiste dziedzictwo po Zico.
W obliczu oburzenia kibiców, Gabigol po kłamstwie publikuje wiadomość bez przeprosin, a jedynie z banalnymi sformułowaniami o chwaleniu swojej historii w klubie, grze z dowolnym numerem i miłości do Flamengo. Pokazuje, że nie rozumie uczuć tych, których zawiodł.
Wszystkie te kontrowersje mają coś wspólnego: absolutne skupienie Gabigola na sobie, ego-podróż. By przypomnieć, ego-podróż ma miejsce wtedy, gdy ktoś zatraca się w podróży w głąb własnego ego. Napastnik jest tak egocentryczny, że nawet nie do końca rozumie, co się wokół niego dzieje.
Jest prawdopodobne, że Gabigolowi nie wybaczą trybuny, na których przebywają fani Rubro-Negro. Oklaski mogą zamienić się w gwizdy. Zobaczymy to w następnym meczu. Jego kontynuacja we Flamengo staje się coraz bardziej mało prawdopodobna. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że jego ego będzie karmione przez inne głosy w przyszłości.