Jak Flamengo przeszło od miesiąca miodowego do końca małżeństwa z Filipe Luísem
Relacja między Filipe Luísem a José Boto zaczęła się od rozmów telefonicznych, które przerodziły się w lunch w rodzinnej posiadłości dyrektora technicznego na północy Portugalii. Około rok i trzy miesiące później to właśnie Portugalczyk przekazał szkoleniowcowi wiadomość na stadionie Maracanã po zwycięstwie 8:0, w znacznie mniej eleganckich i zupełnie nieprzyjaznych okolicznościach: Nie jesteś już trenerem Flamengo.
Jeśli chcesz wspierać naszą pracę, rozważ wpłatę na platformie BuyCoffee! Twoje wsparcie pomoże nam rozwijać się, dostarczać lepsze treści i angażować się w nowe projekty. Każda wpłata, nawet najmniejsza, ma ogromne znaczenie i jest bardzo doceniana. Dziękuję za Twoje wsparcie!
Filipe Luís był w szoku. Nie mógł nawet pożegnać się z zawodnikami ani z pozostałymi członkami sztabu szkoleniowego. To był koniec pracy, która zaowocowała pięcioma tytułami, wzrostem statusu idola oraz pamiętnymi rozdziałami w historii Flamengo.
Prezydent Flamengo, Luiz Eduardo Baptista, od ubiegłego roku podkreślał, że chce zapewnić stabilność na stanowisku trenera, wzorując się na modelu Abela Ferreiry w Palmeiras. Dlatego pod koniec roku przedłużył kontrakt Filipe Luísa do końca 2027 roku, mimo narastających napięć, które go irytowały.
Scenariusz się zmienił
NOWY FAKT
W nocy "naciśnięto przycisk katapultowania", ponieważ Flamengo ma już przygotowanego Leonardo Jardima jako następcę.
Tym samym Rubro-Negro przeskoczyło z obiecującego brazylijskiego trenera na Portugalczyka, który w ubiegłym roku wykonał dobrą pracę w Cruzeiro i odszedł, argumentując, że zmieni rolę w piłce nożnej.
Zwolnienie Filipe Luísa nastąpiło chwilę po konferencji prasowej na stadionie Maracanã. Decyzja została jednak podjęta wcześniej, w czasie gdy władze Flamengo prowadziły rozmowy z Leonardo Jardimem i jego sztabem. Zwycięstwo 8:0 stało się bez znaczenia.
Wciąż żywe były rozczarowania po przegranych w Supercopa do Brasil i Recopa Sudamericana, a także niedawna niestabilna forma zespołu. Relacje z zarządem, mimo zdobytych w ubiegłym roku tytułów, nie zawsze układały się idealnie.
Filipe Luís był "spadkiem" po końcowej fazie kadencji Rodolfo Landima. Jako triumfator Copa do Brasil z 2024 roku bardzo dobrze rozpoczął sezon 2025. Wyniki i styl gry wyniosły go wysoko w hierarchii. Jednak pod koniec sezonu saga związana z przedłużeniem kontraktu przyniosła duże napięcia z prezydentem Luizem Eduardo Baptistą, który rozważał zatrudnienie innego szkoleniowca. Nazwisko Leonardo Jardima pojawiło się już wtedy.
Przedłużenie umowy tylko tymczasowo "zabliźniło rany", i to jedynie pozornie.
KONIEC RELACJI
Burzliwy początek 2026 roku sprawił, że władze Flamengo posunęły się do ostateczności. Jednak zwolnienie na tym etapie nie jest jednomyślnie popierane wśród kibiców, mimo niedawnych protestów niektórych zorganizowanych grup kibiców Rubro-Negro.
W kontekście 2026 roku kwestia przygotowania fizycznego nie powinna być postrzegana jako kluczowa w obecnym momencie sezonu. Testy fizyczne zespołu już wykazują dobre średnie wskaźniki, wyższe niż w ubiegłym roku. To zwiększyło presję na Filipe Luísa.
Niedawno odbyły się spotkania między Luizem Eduardo Baptistą, José Boto a Filipe Luísem. Interwencja prezydenta polegała między innymi na przyspieszeniu powrotu podstawowego składu oraz, po kilku porażkach, na domaganiu się poprawy wyników.
Prognozy rozwoju drużyny przedstawiane przez Filipe Luísa nie spełniły się. W pierwszym półroczu pozostaje walka w niedzielę o tytuł Campeonato Carioca.
Natychmiastowe oceny Filipe Luísa po niektórych przegranych meczach również zostały uznane za błędne. Na ostatniej konferencji prasowej pojawiła się nawet autoanaliza.
"Wiem, że kibic we mnie uwierzył, dał mi dużo zaufania, przekonał władze, by zostawili mnie na stanowisku." - powiedział Filipe Luís o swojej drodze.
"Użyty przymiotnik nie był właściwy, wielki mecz. Kiedy przegrywasz, to nie mógł być wielki mecz." - stwierdził Filipe Luís o porażce z Lanús.
I nawet zwycięstwo 8:0 nad Madureirą nie było w stanie zmienić scenariusza odejścia. Filipe Luís planuje dziś udać się do Ninho do Urubu, aby pożegnać się z zawodnikami, zaskoczonymi wiadomością tak samo jak on.
Luiz Eduardo Baptista zawsze zwykł używać metafory małżeństwa, aby przedstawić relację z trenerem, już podczas rozmów o przedłużeniu kontraktu. Wczoraj zdecydował się wyrzucić obrączki przez okno i ruszyć dalej. Filipe Luís, jak zdradzony małżonek, dowiedział się jako ostatni. Flamengo już miało na oku następcę.
"Jeśli jutro mnie tu nie będzie, moja miłość i moje uczucie do Flamengo zawsze będą istnieć i wierzę, że ze strony kibica wobec mnie również. Teraz jednak bieżąca presja musi zawsze istnieć. Jako zawodnik byłem bardzo rozliczany i krytykowany, słusznie, i to uczyniło mnie lepszym. Nie mam wątpliwości, że przeżyłem tutaj najlepsze lata mojego życia." - powiedział Filipe Luís.