Léo Ortiz: Wszyscy wiedzą, kto zwykle zaczyna zamieszanie
Zwycięstwo Flamengo nad Botafogo zakończyło się zamieszaniem po ostatnim gwizdku sędziego. Doszło do ogólnej bójki między zawodnikami obu drużyn na środku boiska, w której padły ciosy, a kilku graczy zostało ukaranych czerwonymi kartkami. Jeszcze na murawie Léo Ortiz był jedynym piłkarzem, który wypowiedział się dla prasy.
Jeśli chcesz wspierać naszą pracę, rozważ wpłatę na platformie BuyCoffee! Twoje wsparcie pomoże nam rozwijać się, dostarczać lepsze treści i angażować się w nowe projekty. Każda wpłata, nawet najmniejsza, ma ogromne znaczenie i jest bardzo doceniana. Dziękuję za Twoje wsparcie!
Obrońca Rubro-Negro stwierdził, że nie widział początku awantury, ale zasugerował, że winę ponosi Alexander Barboza, defensor Botafogo. Według Léo Ortiza to 29-letni Argentyńczyk zawsze prowokuje konflikty.
"Niewiele widziałem, bo byłem po drugiej stronie boiska, miałem skurcze. Kiedy podszedłem, kłótnia już trwała. Ale wszyscy wiemy, kto zawsze zaczyna zamieszanie. Nie muszę mówić zbyt szczegółowo. Wszyscy wiedzą, kto zwykle zaczyna zamieszanie w każdym meczu. W każdym meczu to ten sam gość, który od początku wszystko zaczyna, zawsze atakuje bez piłki. Prowokuje zamieszanie w trakcie gry, popycha, uderza i nigdy nie jest karany. Albo jeśli już, to dopiero po 30-40 minutach. Dla kogoś, kto rozumie, to, co powiedziałem, już wystarczy. Wszyscy wiedzą, kim jest ten zawodnik, nie muszę podawać nazwiska." - powiedział Léo Ortiz.
Gdy dziennikarze zwrócili uwagę, że Alexander Barboza miał zakrwawioną twarz, Léo Ortiz odpowiedział:
"Nie widziałem. Dotarłem w sam środek zamieszania, widziałem tylko ręce latające w tę i we w tę. Pewnie jakaś ręka trafiła w niego." - dodał.
LÉO ORTIZ WSPOMINA WCZEŚNIEJSZE MECZE Z BOTAFOGO
W strefie mieszanej po meczu Léo Ortiz ponownie wypowiedział się o zamieszaniu, tym razem wspominając starcia z Botafogo w poprzednim sezonie. W 2024 roku drużyny zmierzyły się trzy razy: Flamengo wygrało raz, a Botafogo dwa razy - w tym jeden mecz zakończył się porażką Rubro-Negro aż 1:4.
"Nie ma się czym chwalić, jeśli chodzi o bójki. Zawsze to potępiamy i prosimy o pokój na stadionach, pokój wśród kibiców. Wiemy, że to podsyca i wywołuje negatywne emocje. Dlatego nie możemy się tym chwalić, jesteśmy przykładem dla wielu, zwłaszcza dla dzieci na stadionach. Musimy być tego bardzo świadomi. W zeszłym roku, kiedy strzeliliśmy gola, była prowokacja, a na końcu przegraliśmy czterema bramkami. Oni przyszli z żartami. Ok, gramy dalej. Dziś wygraliśmy, tak jak w Supercopa, i nie było tego samego odzewu. Zawsze jest ktoś, kto prowokuje grę, daje ciosy bez piłki. Bójka zaczęła się od nich. Ale kiedy nasz kolega jest atakowany, reagujemy, wielu zareagowałoby w ten sam sposób." - zakończył.
JAK DOSZŁO DO BÓJKI?
Alexander Barboza opuścił boisko z zakrwawioną twarzą i wybitym zębem. Awantura rozpoczęła się, gdy obrońca Botafogo powiedział coś do Bruno Henrique i rzucił się na niego. W obronie napastnika Flamengo stanął Gérson, co doprowadziło do dalszego chaosu. W wyniku tego starcia zarówno Gérson, jak i Alexander Barboza otrzymali czerwone kartki.
Następnie w bójkę włączyli się kolejni zawodnicy. Alexander Barboza ponownie ruszył na Bruno Henrique i próbował uderzyć go w twarz, ale nie trafił. Wtedy Cleiton, rezerwowy obrońca Flamengo, wymierzył cios w twarz argentyńskiego zawodnika. Cleiton również został wyrzucony z boiska.
Gdy sytuacja na boisku została opanowana, zawodnicy Botafogo czekali na piłkarzy Flamengo w tunelu prowadzącym do szatni. Po zejściu z murawy doszło do kolejnego starcia. Zamieszanie musieli uspokajać ochroniarze i policja.