Napięcie we Flamengo wciąż jest duże

Rozmiar tekstu: A A A

Zwycięstwo 3:0 nad Madureirą może pomóc złagodzić atmosferę, która w ostatnich tygodniach stała się we Flamengo prawdziwym kotłem ciśnieniowym. Niezależnie od tego, czy chodzi o presję kibiców, zarządu, czy niezadowolenie z niektórych decyzji podejmowanych na co dzień, Rubro-Negro próbują opanować sytuację przed rewanżowym meczem Recopa Sudamericana przeciwko Lanús, który odbędzie się w nocy z czwartku na piątek na stadionie Maracanã.

Jeśli chcesz wspierać naszą pracę, rozważ wpłatę na platformie BuyCoffee! Twoje wsparcie pomoże nam rozwijać się, dostarczać lepsze treści i angażować się w nowe projekty. Każda wpłata, nawet najmniejsza, ma ogromne znaczenie i jest bardzo doceniana. Dziękuję za Twoje wsparcie!

W sobotę prezydent Luiz Eduardo Baptista pojawił się w Ninho do Urubu. W piątek, po powrocie z Argentyny, drużyna otrzymała dzień wolny. W centrum treningowym prezydent odbył spotkania ze sztabem szkoleniowym, dyrektorem technicznym José Boto oraz zawodnikami. Ton rozmów był stanowczy, po rozczarowującym początku sezonu padły mocne słowa krytyki.

Władze klubu uważają, że zainwestowano duże środki i udało się utrzymać skład, dlatego wyniki powinny być lepsze. Flamengo przegrało Supercopa do Brasil z Corinthians i znalazło się o krok od odpadnięcia z Campeonato Carioca.

Warto podkreślić, że spotkania prezydenta z trenerem Filipe Luísem oraz José Boto odbywają się regularnie, jeśli nie osobiście, to w formie zdalnej. Luiz Eduardo Baptista zwykle odwiedza Ninho do Urubu co około 10 dni. Tym razem jednak rozmowa była znacznie ostrzejsza.

Rozmowy z piłkarzami odbywają się dużo rzadziej, choć wcześniej już do nich dochodziło. Mimo to atmosfera w centrum treningowym nie jest już taka jak dawniej. Niektórzy zawodnicy uważają, że brakuje dialogu, i czują się zaniepokojeni decyzjami sztabu szkoleniowego. Komunikacja z Departamentem Piłki Nożnej również nie jest tak otwarta jak wcześniej. Dotyczy to zarówno piłkarzy, jak i innych departamentów klubu.

Luiz Eduardo Baptista coraz częściej angażuje się w decyzje dotyczące futbolu. Prezydent brał udział w negocjacjach w sprawie transferu Lucasa Paquety oraz nakazał powrót podstawowych zawodników do gry jeszcze w trakcie Campeonato Carioca na klasyki przeciwko Vasco da Gama i Fluminense. Pojawił się także przy przedłużeniu kontraktu z Filipe Luísem. Cały proces wywołał napięcia między stronami. W pewnym momencie trener czuł się wystawiony na publiczną ocenę.

Przy trzech golach strzelonych Madureirze piłkarze niemal nie świętowali – ich reakcje były powściągliwe. Presja dotarła również na trybuny, gdzie kibice zaczęli gwizdać jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Zawodnicy uznali, że to nie był moment na radość.

"Jeśli chodzi o gwizdy, rozumiemy je. Piłkarze potrzebują wsparcia, ale nie możemy się tego domagać. Musimy pokazać coś na boisku. Jesteśmy spragnieni wsparcia, powiedzmy, ale to z naszej winy. W takiej atmosferze trudno podejmować właściwe działania. Takiej presji jak we Flamengo nigdy nie widziałem nigdzie indziej, może poza Realem Madryt. Lokalna presja jest niesamowita. Ale każdy, kto tu przychodzi, wie, że tak jest. Nie sądzę, aby problemem był nadmiar krytyki, lecz nadmiar pochwał, gdy wszystko idzie dobrze. Zostajesz wyniesiony na poziom, na którym nie jesteś przygotowany na upadek. Tak było ze mną w 2019 roku, kiedy doznałem kontuzji, ale udało mi się wrócić. Każdy zawodnik ma swój proces: niektórzy wracają szybko, inni potrzebują więcej czasu, a jeszcze inni nie dają rady i od każdego zależy, czy poprosi o pomoc. Presja to przywilej. Mamy skład, który może walczyć o wszystko, dlatego presja jest duża." - powiedział Filipe Luís.

iconautor: MentiX

icon 23.02.2026

icon10:45

iconźródło: globoesporte.com

iconfoto: X Flamengo











Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze














Brak komentarzy