Od "rozgrywek przedsezonowych" do "języczka uwagi", Campeonato Carioca zyskuje na znaczeniu
Po utracie drugiego trofeum w niespełna dwa miesiące sezonu Flamengo wraca na boisko w nocy z poniedziałku na wtorek na stadionie Maracanã, by przypieczętować awans do finału Campeonato Carioca. Po zwycięstwie 3:0 nad Madureirą w pierwszym meczu półfinału Rubro-Negro są już praktycznie jedną nogą w finale i mogą nawet przegrać różnicą dwóch bramek, aby awansować.
Jeśli chcesz wspierać naszą pracę, rozważ wpłatę na platformie BuyCoffee! Twoje wsparcie pomoże nam rozwijać się, dostarczać lepsze treści i angażować się w nowe projekty. Każda wpłata, nawet najmniejsza, ma ogromne znaczenie i jest bardzo doceniana. Dziękuję za Twoje wsparcie!
Spokojna sytuacja w półfinale kontrastuje jednak z całą resztą. Flamengo utrzymało wszystkich podstawowych zawodników i trenera, a nawet wzmocniło kadrę, dokonując najdroższego transferu w historii Ameryki Południowej: Lucas Paquetá został pozyskany za 42 miliony euro. Mimo to wersja Rubro-Negro z 2026 roku notuje najgorszy początek sezonu od dziesięciu lat.
Przegrane w pierwszych dwóch miesiącach roku, Supercopa do Brasil z Corinthians oraz Recopa Sudamericana z Lanús, w połączeniu z serią słabych występów, nawet w wygranych meczach, wywołały kryzys, jakiego od dawna nie było ani w Gávea, ani w Ninho do Urubu. W ostatnich dniach kibice protestowali pod bramą centrum treningowego, a w mediach społecznościowych pojawiły się nagrania pokazujące fanów śledzących zawodników podczas rzekomej imprezy urodzinowej.
Wewnątrz Ninho do Urubu trener Filipe Luís musi radzić sobie z oznakami niezadowolenia w zespole, choć wciąż kontroluje szatnię. Jego praca nie cieszy się już jednak takim prestiżem w Gávei, a ponadto doszło do różnic zdań między nim a dyrektorem technicznym José Boto, który pod koniec ubiegłego roku był głównym orędownikiem przedłużenia kontraktu szkoleniowca. W oficjalnym komunikacie z niedzieli klub przyznał, że początek roku był trudny.
"Przyznajemy, że początek sezonu był poniżej oczekiwań, a zawodnicy, sztab szkoleniowy i dyrekcja pracują codziennie nad poprawą gry zespołu i powrotem do dobrych wyników".
Jeśli Flamengo potwierdzi awans do finału, rywalem w decydującym meczu Campeonato Carioca będzie Fluminense, przeciwnik, który w ostatnich latach najskuteczniej potrafił przeciwstawić się drużynie Rubro-Negro i który w 2026 roku prezentuje dobrą formę. Zdobycie tytułu w takich okolicznościach mogłoby zmniejszyć presję na Filipe Luísa w pierwszej części sezonu. Jednak trzecia porażka w ciągu trzech miesięcy mogłaby sprawić, że presja stanie się nie do udźwignięcia dla Flamengo, które przygotowywało się, by "wygrać wszystko".
W efekcie Campeonato Carioca, ponownie traktowane we Flamengo jako "rozgrywki przedsezonowe", może stać się swoistym "języczkiem uwagi" dla dalszej przyszłości Filipe Luísa. 21 stycznia, po zwycięstwie 1:0 nad Vasco w pierwszym meczu pierwszego składu w 2026 roku, trener mówił na konferencji prasowej, że zmiana harmonogramu, która wymusiła wcześniejszy powrót podstawowych zawodników, nie zmieni jego podejścia do rozgrywek stanowych.
"Mówiłem tu w zeszłym roku, że wykorzystam Carioca jako okres przygotowawczy, by poprawić formę fizyczną zawodników, mimo ryzyka. Ostatecznie wygraliśmy Carioca. Powiedziałem wam, że moja praca może być zagrożona, ale chcę podjąć to ryzyko. Wszystkie decyzje wymagają odwagi od ludzi, którzy tu są. Na szczęście jesteśmy odważni i bierzemy odpowiedzialność. Stawimy temu czoła." - powiedział wówczas Filipe Luís.
W poniedziałek Filipe Luís ponownie dokona rotacji składu. Trzech najbardziej zmęczonych podstawowych zawodników, Jorginho, Erick Pulgar i Léo Pereira, zostanie oszczędzonych i nie znajdzie się nawet w kadrze meczowej. Z tego samego powodu nie zagra także Bruno Henrique. Inni podstawowi gracze, tacy jak Agustín Rossi, Guillermo Varela oraz Giorgian de Arrascaeta, mają rozpocząć spotkanie na ławce rezerwowych. Szansę od pierwszej minuty mogą natomiast otrzymać Vitão, Nicolás de la Cruz, Lucas Paquetá oraz Pedro.