Po miesiącu Samuela Lino, kibice zapominają o "traumie"

Rozmiar tekstu: A A A

"Trauma najdroższego transferu", której Flamengo doświadczyło z Carlosem Alcarazem, nie powtórzyła się w przypadku Samuela Lino. I to mimo że wzmocnienie za 22 miliony euro (143 miliony reali) zdążyło już nawet zmarnować rzut karny w odpadnięciu z Atlético Mineiro w 1/8 finału Copa do Brasil. Jednak w pamięci kibiców Rubro-Negro pozostały dobre występy napastnika, który w piątek kończy miesiąc w klubie i już stał się absolutnym starterem w składzie drużyny Filipe Luísa.

Jeśli chcesz wspierać naszą pracę, rozważ wpłatę na platformie BuyCoffee! Twoje wsparcie pomoże nam rozwijać się, dostarczać lepsze treści i angażować się w nowe projekty. Każda wpłata, nawet najmniejsza, ma ogromne znaczenie i jest bardzo doceniana. Dziękuję za Twoje wsparcie!

Samulino wziął na siebie ciężar bycia najdroższym transferem w historii klubu, schował go do kieszeni i nie przejął się presją. Od swojego debiutu, w przegranym 0:1 meczu z Atlético Mineiro na stadionie Maracanã, napastnik gra swobodnie i dręczy obrońców na lewej flance. To dopiero osiem spotkań, ale już sześć bezpośrednich udziałów przy golach: dwa trafienia i cztery asysty.

Te sześć bezpośrednich udziałów w pierwszym miesiącu sprawia, że Samulino przebił Carlosa Alcaraza, który w pięć miesięcy we Flamengo zdobył trzy bramki i zaliczył dwie asysty. Argentyński pomocnik, który kosztował 20 milionów dolarów (110,6 miliona reali) w połowie 2024 roku, rozegrał zaledwie 20 spotkań w koszulce Rubro-Negro i w styczniu odszedł do Evertonu.

Na co dzień w Ninho do Urubu napastnik również wszystkich zachwycił i stał się jednogłośną pozytywną opinią. Pracownicy centrum treningowego podkreślają profesjonalizm zawodnika, który przybył w bardzo dobrej formie fizycznej i mocno przykłada się do treningów. Jednym z najbardziej podekscytowanych Samuelem Lino jest sam Filipe Luís.

"Myślę, że nie jest wart tego, co za niego zapłaciliśmy, jest wart dwa lub trzy razy więcej. Fantastyczny zawodnik. Jeśli spojrzysz na ceny kluczowych skrzydłowych na rynku, zobaczysz, że to zupełnie inna liga." - stwierdził trener na konferencji prasowej po wysokim zwycięstwie nad Vitórią.

Zwrot "zadzwoń do Samu" (skrót od Mobilnej Służby Pomocy Doraźnej) stał się piosenką w brazylijskim futbolu wśród kibiców Vitórii, jako prowokacja wobec Bahia, a później wśród fanów Botafogo, aby drwić z Gabigola i jego epizodu z testem antydopingowym. Teraz we Flamengo termin ten zyskał rodzajnik "o", aby odnosić się do napastnika, i przyjął się nawet wśród zawodników.

LOW PROFILE

Jeśli na boisku Samulino bierze odpowiedzialność i przyciąga reflektory, to poza nim ma zupełnie inny profil. Od czasu przybycia do Flamengo napastnik zamieszcza zdjęcia i nagrania tylko ze swojej klubowej rutyny. Momentów z życia prywatnego można doszukać się jedynie w publikacjach jego znajomych.

W mediach społecznościowych zawodnik to klasyczny "low profile" (angielski termin określający osoby dyskretne lub powściągliwe). Nawet prywatnych treningów fizycznych wieczorami na plaży nie rejestruje, choć bardzo o siebie dba poza boiskiem, nie wystawiając się na pokaz.

Ale tej dyskrecji nie należy interpretować jako oznaki trudności w aklimatyzacji czy czegoś podobnego. Osoby znające piłkarza poza boiskiem twierdzą, że jest on bardzo podekscytowany powrotem do Brazylii, grą w wielkim klubie i bliskością swojej rodziny, która mieszka w São Paulo, ale często odwiedza go w Rio de Janeiro. Ostatnio sprowadził też swoje psy do nowego domu.

Czy Samuel Lino zostanie idolem kibiców Flamengo, pokaże tylko czas. Ale "ciężar milionów", który przeszkadzał wcześniejszym najdroższym transferom klubu (jak Carlos Alcaraz, Vitinho i Éverton Ribeiro), nie straszy już Rubro-Negro.

iconautor: MentiX

icon 29.08.2025

icon10:13

iconźródło: globoesporte.com

iconfoto: Twitter Flamengo











Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze














Brak komentarzy