Rhodolfo i Vizeu wyjaśniają sprzeczkę

Rozmiar tekstu: A A A

Obrońca Rhodolfo i napastnik Felipe Vizeu w strefie mieszanej wypowiedzieli się na temat swoje kłótni podczas pierwszej połowy wygranego niedzielnego spotkania z Corinthians.

W końcowych minutach pierwszej połowy, po szarży z drużyny paulista, obrońca i napastnik zaczęli spierać się o krycie rywali. Ze złości defensor uderzył plecy napastnika, a ten nie pozostał dłużny. Wkrótce do obu zawodników zbliżyli się pozostali piłkarze Mengão, aby oddzielić i uspokoić obu panów. Bramkarz Diego Alves musiał nawet złapać Rhodolfo, aby ten nie kontynuował przepychanki.

Kilka chwil później, Vizeu wykorzystał błąd obrony Timão i skierował piłkę w prawy róg bramki strzeżonej przez Cássio. Celebrując trafienie, napastnik pokazał środkowy palec w kierunku obrońcy, któremu to się nie spodobało.

Defensor przyznał, że jego reakcja była przesadzona, ale wszystko działo się w ferworze walki, a on chciał jak najlepiej dla Flamengo.

"Na boisku byliśmy nerwowi. Chcemy dobrze dla Flamengo. To normalna gra, nie jesteśmy w bardzo dobrym momencie. Więc chcieliśmy wygrać, dać zwycięstwo naszym fanom. Dzisiaj byliśmy bardzo skoncentrowani. Sytuacja z Vizeu? To było w ogniu gry, iskra może spowodować wybuch temperamentu. Na boisku zawsze chcę wygrać. Fani Flamengo zasługują na coś lepszego. W stu procentach skupiłem się na zwycięstwie, próbując walczyć o dobro Flamengo. Może trochę przesadziłem, ale to dla dobra klubu. Nie zawsze możemy klepać się po ramionach. Czasami musimy dać silniejszą reakcję." - powiedział Rhodolfo.

Z kolei Vizeu zapewnił, że cała sytuacja została już wyjaśniona.

"W tamtej chwili nie powstrzymywałem się. Oczywiście, że się uczę, to normalne. Ale wyjaśniliśmy już sobie całą sytuację w szatni. Mamy z sobą dobre relacje, zawsze mu dziękuję i proszę o rady." - powiedział napastnik.

iconautor: MentiX

icon 20.11.2017

icon00:06

iconźródło: lancenet.com.br

iconfoto: flamengo.com.br











Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze














Brak komentarzy