Rozwiązanie kontraktu z Boto oznacza zapłatę kary
José Boto przeżywa pierwsze turbulencje na stanowisku dyrektora technicznego Flamengo. Zaufany człowiek Luiza Eduardo Baptisty, odpowiedzialny za najważniejszy departament w klubie, mierzy się z wewnętrzną krytyką i przeżywa dni niepewności. Mimo że nadal cieszy się poparciem prezesa, nie ukrywa niezadowolenia z obecnej sytuacji po nieco ponad sześciu miesiącach pracy. Potencjalne zerwanie umowy skutkowałoby koniecznością zapłaty kary umownej w przypadku jednostronnego rozwiązania kontraktu.
Jeśli chcesz wspierać naszą pracę, rozważ wpłatę na platformie BuyCoffee! Twoje wsparcie pomoże nam rozwijać się, dostarczać lepsze treści i angażować się w nowe projekty. Każda wpłata, nawet najmniejsza, ma ogromne znaczenie i jest bardzo doceniana. Dziękuję za Twoje wsparcie!
Jeśli doszłoby do zerwania umowy w tym momencie - niezależnie od tego, czy zrobi to Flamengo, czy sam José Boto - kara umowna wynosi około 2 milionów reali.
Kontrakt dyrektora technicznego skonstruowany jest podobnie jak umowy zawodników: składa się z części pracowniczej oraz z umowy dotyczącej praw do wizerunku. W tej drugiej znajduje się klauzula, zgodnie z którą Flamengo może otrzymać 30% więcej w przypadku, gdy klub nie zostanie poinformowany o rezygnacji z co najmniej miesięcznym wyprzedzeniem.
Ta klauzula jest zbliżona do interpretacji Flamengo w sprawie Gérsona. Klub rozważa podjęcie kroków prawnych wobec zawodnika, który został sprzedany do Zenitu, ponieważ uznaje zapłatę 25 milionów euro za "przedwczesne rozwiązanie umowy". Zarząd uważa, że prawa do wizerunku są odrębne od stosunku pracy i zawierają zapis umożliwiający dochodzenie pełnej wartości kontraktu w przypadku jednostronnego zerwania umowy bez uzasadnionej przyczyny.
ZROZUMIENIE SYTUACJI
Negatywne reakcje kibiców oraz wewnętrzna presja w siedzibie klubu na cofnięcie porozumienia z Mikeyem Johnstonem nasiliły krytykę wobec pracy José Boto. Interwencja prezesa Luiza Eduardo Baptisty, który zawetował transfer Irlandczyka, symbolizuje najtrudniejszy moment portugalskiego dyrektora, który popadł w konflikt z kilkoma zawodnikami.
Pomimo bardzo dobrego pierwszego półrocza zespołu na boisku, istnieje znaczne niezadowolenie z metod pracy José Boto, które - według krytyków - psują atmosferę w codziennym funkcjonowaniu klubu. Sam Portugalczyk również jest sfrustrowany, ale osoby z jego otoczenia uważają, że jego odejście w tym momencie, na trzy dni przed otwarciem okna transferowego, jest mało prawdopodobne.
Prawie siedem miesięcy po objęciu stanowiska prezes po raz pierwszy bezpośrednio ingerował w działania José Boto. Negatywna reakcja kibiców i presja wewnętrzna związana z planowanym transferem napastnika z drugiej ligi angielskiej zmusiły Luiza Eduardo Baptistę do działań zakulisowych w celu unieważnienia porozumienia. Mikey Johnston miał przylecieć do Rio de Janeiro we wtorek rano.
Kolejnym działaniem José Boto, które wzbudziło niepokój w klubie, była negocjacja bezpłatnego odejścia Victora Hugo do Famalicão. Wewnętrzna presja doprowadziła do wstrzymania transferu. Kierownictwo i członkowie rady klubu zakwestionowali brak jakiejkolwiek rekompensaty finansowej za odejście 21-letniego zawodnika, który nadal miał ważny kontrakt z Flamengo przez dwa lata.
Wydarzenia te ujawniły niezadowolenie kluczowych postaci w klubie z pracy dyrektora technicznego. Nie jest to jednak pierwszy raz, kiedy José Boto jest przedmiotem krytyki. Od momentu zatrudnienia ma problemy z częścią piłkarzy, agentów i pracowników. Mimo presji dyrektor nadal cieszy się poparciem Luiza Eduardo Baptisty, choć nie ma już tego samego autorytetu co na początku roku.
28 grudnia zeszłego roku, gdy José Boto przyleciał do Rio de Janeiro, oficjalny kanał klubowy - wówczas jeszcze pod nazwą "FlaTV" - prowadził transmisję na żywo z jego przylotu na lotnisko. Otrzymując traktowanie godne topowego wzmocnienia, Portugalczyk obiecał całkowicie zmienić sposób zarządzania piłką nożną w klubie. Po sześciu miesiącach misja ta wciąż nie została zrealizowana, mimo dobrych wyników sportowych.