Sampaoli dociera do finału coraz bardziej osamotniony
W dniu 16 sierpnia, po wyeliminowaniu Grêmio w półfinale Copa do Brasil, Jorge Sampaoli wyraził wątpliwość co do swojej przyszłości we Flamengo i powiedział, że nie wie nawet, czy pozostanie w klubie do finału. Mimo trudności i przeciwności, udało mu się jednak dotrzeć do swojego pierwszego i prawdopodobnie ostatniego finału w klubie z Rio de Janeiro.
Argentyński szkoleniowiec poprowadzi Flamengo w niedzielę przeciwko São Paulo na stadionie Maracanã w pierwszym finałowym meczu. A po upływie 30 dni jego sytuacja nie uległa zmianie. Jego relacje z Rubro-Negro stają się coraz bardziej odległe, zarówno pod względem kontynuacji pracy, jak i w relacjach z zawodnikami i pracownikami Ninho do Urubu.
DAREMNA PRÓBA ZBLIŻENIA SIĘ
Ciekawe jest, że te wątpliwości pojawiły się w dniu, w którym zawodnicy próbowali nawiązać bliższy kontakt z trenerem. Giorgian de Arrascaeta zdobył zwycięską bramkę i gestykulując rękoma, poprosił wszystkich, aby zbliżyli się do Jorge Sampaoliego. Jego prośba została przyjęta, a Gabriel Barbosa i Fabrício Bruno włączyli trenera do kręgu, klepiąc go delikatnie po głowie.
Podczas konferencji prasowej po meczu Jorge Sampaoli powiedział, że "miesiąc we Flamengo odpowiada jednemu rokowi" i dlatego nie może określić, czy pozostanie do meczów z São Paulo. Ponadto zapytany o zbiorowy uścisk stwierdził, stwierdził, że jedność musi się pojawiać szczególnie w trudnych chwilach. Innymi słowy, odrzucił zbliżenie.
BRAK WSPARCIA W NINHO DO URUBU
Większość osób w ośrodku treningowym Flamengo nie jest zadowolona z Sampaoliego, mimo że Rodolfo Landim powiedział w CNN, że "jest zadowolony z pracy trenera". Jego relacje z Marcosem Brazem i Bruno Spindlem, głównymi osobami zarządzającymi piłką nożną w klubie, są chłodne. Z innymi pracownikami, którzy uczestniczą w codziennych czynnościach, kontakt jest jeszcze bardziej odległy.
W klubie są tacy, którzy uważają Jorge Sampaoliego za doskonałego trenera pod względem taktyki i techniki oraz za bardzo zaangażowanego zawodowca. Z drugiej strony panuje niemal jednomyślna opinia na temat tego, ile błędów popełnia się w relacjach interpersonalnych.
Ci, którzy pracują na co dzień w ośrodku treningowym, opisują atmosferę jako "straszną". Nie wynika to konkretnie z konfliktów czy kłótni, takich jak te między Pablo Fernándezem i Pedro czy Gérsonem i Guillermo Varelą. Raczej z braku harmonii i niewielkiej luźności w miejscu pracy.
Relacje w zespole są niewielkie, a nie brakuje zawodowców, którzy odliczają godziny do momentu, kiedy Flamengo zadecyduje o swoim życiu w Copa do Brasil i rozpocznie restrukturyzację środowiska pracy bez Jorge Sampaoliego.
ZAWODNICY WIERZĄ W MISTRZOSTWO
Mimo trudnej sytuacji, zawodnicy wierzą, że mogą zdobyć mistrzostwo. Jedynie zdobycie Copa do Brasil może opóźnić odejście argentyńskiego trenera. Mimo kontrowersyjnego składu w bolesnej porażce 0:3 z Athletico Paranaense, gdzie David Luiz wystąpił jako defensywny pomocnik, a Thiago Maia jako lewy obrońca, grupa wierzy w tytuł ze względu na swój potencjał techniczny.
Wewnętrznie mówią o "oddaniu życia" dla zdobycia trofeum i pokazaniu jak najlepszego występu w ramach tego, o co prosi ich Jorge Sampaoli.
Optymizm wzrasta z powrotem Ericka Pulgara i Bruno Henrique, dwóch najlepszych zawodników Flamengo pod okiem Jorge Sampaoliego.
"Miesiąc trwający rok" w oczach Jorge Sampaoliego minął. Flamengo wygrało z Coritibą, grając słabo, zremisowało z rezerwami Internacionalu i odniosło zwycięstwo nad Botafogo na stadionie Nilton Santos, co sugerowało zmianę kierunku. Niestety, nie przyniosło to spodziewanych rezultatów. Kontrowersyjny skład w połączeniu z wstydliwą porażką z wyraźnie osłabionym Athletico Paranaense stworzyły sporo zamieszania.
Jorge Sampaoli, wbrew własnym oczekiwaniom, dotarł do finału. Ale nawet tuż przed próbą zdobycia swojego pierwszego ważnego tytułu w Brazylii, koniec jego pracy we Flamengo również wydaje się bliski.