Samuel Lino świętuje rok we Flamengo, przechodzi metamorfozę pod wodzą Jardima i jako jeden z nielicznych uniknął kryzysu formy
To prawda, że Flamengo wciąż nie złapało właściwego rytmu po mistrzostwach świata, ale można powiedzieć, że jest jeden piłkarz, który uniknął krytyki mimo słabszej formy całego zespołu – Samuel Lino. Skrzydłowy, który właśnie świętuje rok w koszulce Rubro-Negro, przeżywał wzloty i upadki oraz przeszedł piłkarską metamorfozę. Dziś może być inspiracją dla drużyny w drodze do odzyskania najlepszej dyspozycji.
Jeśli chcesz wspierać naszą pracę, rozważ wpłatę na platformie BuyCoffee! Twoje wsparcie pomoże nam rozwijać się, dostarczać lepsze treści i angażować się w nowe projekty. Każda wpłata, nawet najmniejsza, ma ogromne znaczenie i jest bardzo doceniana. Dziękuję za Twoje wsparcie!
Dokładnie rok temu, 31 lipca 2025 roku, Samuel Lino zadebiutował we Flamengo. Wynik był fatalny – porażka 0:1 z Atlético Mineiro na Maracanie w pierwszym meczu 1/8 finału Copa do Brasil. Mimo to indywidualny występ skrzydłowego, który pojawił się na boisku po przerwie, zachwycił kibiców. Efektowne dryblingi, dobra wizja gry i nawet zdobyta bramka, ostatecznie anulowana z powodu spalonego, pozwoliły dostrzec jego potencjał.
Kolejne mecze nie były już jednak tak udane. W rewanżu Samuel Lino nie wykorzystał rzutu karnego w serii jedenastek i, obok Wallace Yana, został uznany za jednego z głównych winowajców odpadnięcia z rozgrywek. Niedługo później błysnął jednak w efektownym zwycięstwie 8:0 nad Vitórią na Maracanie, notując dwa gole i trzy asysty.
W okresie nierównej formy zdarzyło mu się nawet zostać wygwizdanym przez kibiców Rubro-Negro po bezbramkowym remisie z Cruzeiro. Sezon zakończył jednak w najlepszy możliwy sposób, zdobywając gola, który przypieczętował mistrzostwo Brazylii. Mimo to, jako najdroższy transfer w historii Flamengo, kosztujący 22 mln euro, były zawodnik Atlético Madryt nie spełnił ogromnych oczekiwań, jakie z nim wiązano.
Przełom nastąpił dopiero w 2026 roku, przede wszystkim po przyjściu Leonardo Jardima. Za kadencji Filipe Luísa Samuel Lino grał głównie jako klasyczny lewy skrzydłowy. Portugalski szkoleniowiec dał mu jednak znacznie więcej swobody, pozwolił częściej schodzić do środka i uczestniczyć w kreowaniu gry. Pod nieobecność nominalnych pomocników pełnił nawet rolę rozgrywającego. W meczu z Internacionalem, gdy Giorgian de Arrascaeta wrócił do wyjściowego składu, Samuel Lino ponownie zagrał na lewym skrzydle i znów okazał się kluczowy, ratując Flamengo przed porażką.
Uwzględniając także letnie mecze towarzyskie podczas zgrupowania, w zaledwie pięć miesięcy pracy z Leonardo Jardimem Samuel Lino zdobył siedem bramek i zanotował dwanaście asyst. To wynik lepszy niż sześć goli i osiem asyst osiągniętych w siedem miesięcy pod wodzą Filipe Luísa. Łącznie w ciągu roku rozegrał już 70 meczów w koszulce Flamengo.
CORAZ BLIŻEJ "DOUBLE DOUBLE"
Po golu zdobytym przeciwko Internacionalowi Samuel Lino jest zawodnikiem Flamengo, który w tym sezonie jest najbliżej osiągnięcia "double double" – terminu zaczerpniętego z koszykówki, oznaczającego uzyskanie dwucyfrowego dorobku w dwóch różnych statystykach. Wyprzedził pod tym względem Bruno Henrique, który wcześniej był najbliżej tego osiągnięcia.
• Samuel Lino: 7 goli i 15 asyst
• Pedro: 21 goli i 5 asyst
• Giorgian de Arrascaeta: 7 goli i 2 asysty
• Bruno Henrique: 8 goli i 8 asyst
W piątek rok od dołączenia do Flamengo mija również Saúlowi. W przeciwieństwie do Samuela Lino Hiszpan nie zdołał jednak wywalczyć sobie mocnej pozycji w zespole. Choć cieszy się dużą sympatią kibiców w mediach społecznościowych, na boisku jego dorobek jest skromny: 37 meczów, 0 goli i 3 asysty.
Na początku roku przeszedł operację lewego stawu skokowego. W obecnym sezonie ma problemy z regularną grą, a w ostatnich spotkaniach nawet nie podnosił się z ławki rezerwowych.