Samuel Lino wspomina trudny okres we Flamengo i brak cierpliwości kibiców: Zawsze wiedziałem, że najlepsze dopiero nadejdzie
Sprowadzony w lipcu 2025 roku z Atlético Madryt za 22 miliony euro Samuel Lino ma za sobą pierwszy rok we Flamengo, w którym przeplatał lepsze występy słabszymi. Zdołał jednak przezwyciężyć krytykę i stał się kluczowym zawodnikiem zespołu w erze Leonardo Jardima.
Jeśli chcesz wspierać naszą pracę, rozważ wpłatę na platformie BuyCoffee! Twoje wsparcie pomoże nam rozwijać się, dostarczać lepsze treści i angażować się w nowe projekty. Każda wpłata, nawet najmniejsza, ma ogromne znaczenie i jest bardzo doceniana. Dziękuję za Twoje wsparcie!
W ekskluzywnym wywiadzie dla ESPN, udzielonym w środę, w przeddzień pierwszego meczu z Estudiantes w półfinale Copa Libertadores, skrzydłowy wrócił wspomnieniami do trudnego okresu w klubie z Rio de Janeiro. Wówczas musiał mierzyć się z krytyką ze strony własnych kibiców Flamengo.
– Wiemy, że brazylijski futbol wiele od ciebie wymaga, między innymi ze względu na liczne podróże. Podczas obecnego zgrupowania reprezentacji odbyłem dwie podróże trwające po 14 godzin, więc dobrze znamy trudy związane z przemieszczaniem się i rozgrywaniem kolejnych meczów. Często spędzam na boisku pełne 90 minut, dlatego staram się o siebie dbać. Wcześniej grałem już na tych stadionach, ale nigdy na poziomie zawodowym. To zupełnie inny wymiar. Dziś jestem tutaj bardzo szczęśliwy i dobrze się zaadaptowałem. Poprzedni rok przyniósł wzloty i upadki. Zacząłem bardzo dobrze, ale później rzeczywiście obniżyłem loty – powiedział Samuel Lino.
Po przyjściu z Atlético Madryt Samuel Lino zaliczył obiecujący debiut przeciwko Atlético Mineiro. Jego gol nie został uznany z powodu spalonego, ale skrzydłowy imponował efektownymi dryblingami, którymi szybko zaskarbił sobie sympatię kibiców. Już po miesiącu spędzonym we Flamengo otrzymał powołanie do reprezentacji Brazylii.
Kilka miesięcy później nie wykorzystał jednak rzutu karnego w spotkaniu z Atlético Mineiro, po którym Flamengo odpadło z Copa do Brasil. Musiał również mierzyć się z gwizdami kibiców, a podczas grudniowego finału Pucharu Interkontynentalnego z Paris Saint-Germain był ostatnim wyborem trenera. Na boisku pojawił się dopiero w drugiej połowie dogrywki. Z drugiej strony to właśnie on strzelił gola, który zapewnił Flamengo mistrzostwo Brazylii. Trafił do siatki w przedostatniej kolejce Campeonato Brasileiro, przypieczętowując zwycięstwo Rubro-Negro 1:0 nad Ceará na Maracanie.
– Mam kontrakt do 2030 roku. Spośród tych wszystkich lat tylko przez cztery miesiące prezentowałem się poniżej oczekiwań, a przede mną jeszcze wiele sezonów. Jeśli będę dobrze grał i nadal wykonywał pracę, dzięki której się rozwijam i staję coraz lepszym piłkarzem, ludzie nawet nie będą pamiętać tych czterech miesięcy. To był krótki okres, w którym nie byłem w dobrej formie, ale kibicom brakuje cierpliwości. Zawsze wiedziałem, że najlepsze dopiero nadejdzie. Chcę nadal dawać z siebie wszystko i utrzymać obecną dyspozycję. Mam nadzieję, że pozostanę w takiej formie aż do końca mojego pobytu we Flamengo – dodał.
Będący ostatnio w znakomitej formie Samuel Lino wystąpi wraz z Flamengo przeciwko Estudiantes w nocy z czwartku na piątek. Pierwszy mecz półfinałowy Copa Libertadores odbędzie się na stadionie Jorge Luis Hirschi w La Placie.