To nie trener i zawodnicy są główny problem Flamengo
Od odejścia Jorge Jesusa w połowie 2020 roku, Flamengo ma trudności ze znalezieniem trenera, który idealnie pasowałby do stylu Portugalczyka. Zarząd zbiera w tym procesie wiele porażek.
Ostatnia przegrana w meczu przeciwko Cuiabie jest tylko odzwierciedleniem całkowitej niezdolności i dezorganizacji osób kierujących klubem. Czy Jorge Sampaoli ponosi winę? Tak. Czy zawodnicy ponoszą winę? Tak. Ale to nie oni są największymi winowajcami i są daleko od tego. Trener przychodzi, trener odchodzi, zawodnik przychodzi, zawodnik odchodzi, a nic, absolutnie nic się nie zmienia, problem jest ewidentnie wewnętrzny.
Pozostaje wrażenie, że Flamengo jest prowadzone przez osoby, które nie mają pojęcia, dokąd "wieje wiatr". Skutki tego mogą być dużo poważniejsze niż porażka 0:3 z klubem, który nie ma nawet połowy finansowego potencjału Rubro-Negro.
Co roku powtarza się ten sam "film", krążą plotki, że zawodnicy nie są zadowoleni z trenera, a współpraca jest trudna. Po pewnym czasie szkoleniowiec zostaje zwolniony, a Flamengo musi ponieść kolejną milionową karę. To nie ma końca.
Kto jest największym winowajcą tego wszystkiego? Kibic, który za dużo wymaga? Zawodnicy, którzy nie dostosowują się do stylu trenera? Trener, który jest "chłodny" i nie zrezygnuje ze swojego sposobu gry? Nie. Największym winowajcą tego wszystkiego są Ci, którzy nie potrafią zrozumieć tego, co jest oczywiste, którzy wolą podążać za tym z największą naturalnością i przyczyniają się do coraz większej dezorganizacji w Ninho do Urubu, czyli władze Flamengo.