W ciszy Maracany upadł świat Flamengo
Mistrz Ameryki stracił tron. Na pustym stadionie Maracanã słychać było tylko lamenty zawodników Flamengo, którzy doznali jeszcze jednego rozczarowującego odpadnięcia w sezonie. Pomimo wielu stworzonych okazji bramkowych, słabej gry i awansu, który wydawał się bliski, wtorkowa konfrontacja z Racingiem okazała się być dramatem z nieszczęśliwym zakończeniem.
Argentyński zespół zrobił to, czego oczekiwano. Przy niewielkiej technice, było dużo chęci i cierpliwości, aby nadarzyła się okazja, która nadeszła po czerwonej kartce dla Rodrigo Caio i błędzie Gustavo Henrique. Jednak drużyna prowadzona przez Rogério Ceniego miała szansę na odkupienie, gdy Willian Arão strzelił gola w doliczonym czasie gry.
Flamengo i Racing przybyli do serii rzutów karnych z odwróconym duchem, ale obaj jako snajperzy. Reflektory na stadionie miały zostać wyłączone tylko wtedy, gdy ktoś się pomylił. A bogowie futbolu wzięli cenę tylko od bohatera: Willian Arão nie wykorzystał swojego strzału i zamienił niedawną radość z wpisania się na listę strzelców na opuszczoną głowę.
Po odpadnięciu z Copa do Brasil i Copa Libertadores, Flamengo stworzył obowiązek zdobycia Campeonato Brasileiro. Dla klubu to ostatnia szansa, aby sezon, który miał być kolejnym magiczny, nie zakończył się porażką.
Rogério Ceni ledwo przybył, a świat ma już na swoich barkach. Świat Rubro-Negro upadł jeszcze bardziej wczoraj.