W szatni po awansie panowały mieszane nastroje – radość była stonowana, a zawodnicy wzajemnie rozliczali się ze słabego występu

Rozmiar tekstu: A A A

Flamengo awansowało do półfinału Copa Libertadores, ale zdobycie przepustki do kolejnej rundy nie było dla zespołu powodem do wielkiej celebracji. W szatni po remisie 1:1 z Independiente del Valle pojawiła się jedynie stonowana radość, a także wzajemne rozliczenia za słaby występ, szczególnie w pierwszej połowie. Flamengo przyjechało z Quito z dwubramkową zaliczką, ale na Maracanie było o krok od odpadnięcia z rozgrywek.

Jeśli chcesz wspierać naszą pracę, rozważ wpłatę na platformie BuyCoffee! Twoje wsparcie pomoże nam rozwijać się, dostarczać lepsze treści i angażować się w nowe projekty. Każda wpłata, nawet najmniejsza, ma ogromne znaczenie i jest bardzo doceniana. Dziękuję za Twoje wsparcie!

Obrońca Léo Ortiz określił nawet panujące nastroje jako niemal takie jak po porażce u siebie. Flamengo straciło gola w 31. minucie, a grając słabo, pozwoliło Independiente del Valle zdobyć również drugą bramkę, która ostatecznie została anulowana. Na domiar złego Jorginho w 65. minucie otrzymał czerwoną kartkę. W 83. minucie długie podanie Agustína Rossiego i fatalny błąd bramkarza rywali wykorzystał Giorgian de Arrascaeta, ustalając wynik spotkania na 1:1.

– To była bardzo skromna celebracja, ponieważ nie byliśmy zadowoleni. Wiemy, że nie rozegraliśmy dobrego meczu. Czuliśmy się niemal tak, jakbyśmy przegrali u siebie. Oczywiście mamy awans, ale nie możemy podchodzić do meczu w ten sposób. Dzisiaj mogliśmy przecież rozmawiać o odpadnięciu z rozgrywek. Musimy się poprawić. Rozliczaliśmy się między sobą z tego „rozluźnienia”, szczególnie w pierwszej połowie. To nie może się zdarzać. W ćwierćfinale Libertadores nie możemy sobie na to pozwolić, podobnie jak w decydujących meczach Brasileirão. Tak będzie do samego końca, ponieważ walczymy o każdy punkt. Musimy się poprawić, być bardziej skoncentrowani i popracować nad taktyką – powiedział Léo Ortiz.

– Mieliśmy problemy i było to wyraźnie widać. W pierwszej połowie za bardzo chcieliśmy grać środkiem. Rozmawialiśmy o tym w szatni. Właśnie na to czekali rywale – cały czas byli cofnięci, zmuszając nas do zagrywania piłki środkiem i wychodząc z kontratakami. Wiem, że to nie jest wymówka, ale murawa również bardzo utrudniała nam grę, ponieważ jesteśmy zespołem, który lubi grać piłką. Futbolówka cały czas podskakiwała, co trochę utrudniało nam nasz sposób gry – ocenił Emerson Royal.

SAMOKRYTYKA PO MECZU

Po spotkaniu zawodnicy szczerze oceniali zarówno postawę całego zespołu, jak i własne występy. Lucas Paquetá podkreślił znaczenie kibiców po czerwonej kartce Jorginho, natomiast Léo Ortiz apelował, aby drużyna wyciągnęła wnioski i nie pozwalała sobie na tak słabe występy.

– Dzisiaj trochę skomplikowaliśmy sobie ten mecz. Nie rozegraliśmy dobrego spotkania. Jeśli chodzi o mnie, pod względem technicznym zagrałem zdecydowanie poniżej swoich możliwości. To miało wpływ na wydarzenia na boisku. Murawa również nie pomagała nam w konstruowaniu akcji. Wsparcie kibiców było kluczowe – przyznał Lucas Paquetá.

– Musimy wyciągnąć wnioski z tego meczu. W takich rozgrywkach i w tak ważnym momencie sezonu, nie tylko w Libertadores, ale również w Brasileirão, nie możemy pozwolić sobie na to, by tak cierpieć i grać w taki sposób. Oczywiście w pewnych momentach trzeba będzie cierpieć, ale nie możemy prezentować się tak przez praktycznie 90 minut. Czerwona kartka dodatkowo mocno wpłynęła na przebieg meczu, ponieważ musieliśmy skupić się bardziej na obronie i mieliśmy mniej okazji do gry. Nie możemy jednak pozwolić sobie na takie rozluźnienie – stwierdził Léo Ortiz.

– Nie podeszliśmy do tego meczu tak, jakby wszystko było już rozstrzygnięte i jakbyśmy mieli awans w kieszeni. Byliśmy bardzo skoncentrowani, ale na boisku nic nie układało się po naszej myśli i nie potrafiliśmy odpowiednio odczytać sytuacji. Straciliśmy gola, atmosfera od razu się zmieniła, zrobiło się bardziej nerwowo i nie potrafiliśmy się rozluźnić. Musimy wyciągnąć z tego meczu wnioski. Nie możemy dawać rywalom takiej szansy i pozwalać sobie na takie rozluźnienie, bo zostaniemy za to ukarani. Dzisiaj mogliśmy odpaść i musielibyśmy tłumaczyć się z tego, jak to możliwe, że wygraliśmy 2:0 na wyjeździe, a następnie odpadliśmy u siebie. To byłoby wręcz niewytłumaczalne. Cieszę się z awansu do półfinału, ale z samego meczu jestem bardzo niezadowolony – dodał.

Flamengo wróci do gry już w niedzielę, kiedy zmierzy się z Red Bull Bragantino. Później zespół czeka dłuższa przerwa związana z meczami reprezentacyjnymi. Powołania do reprezentacji otrzymali już Samuel Lino, Pedro, Giorgian de Arrascaeta i Guillermo Varela. Przerwa będzie jednak również okazją do odpoczynku oraz przeprowadzenia większej liczby treningów.

– Niektórzy zawodnicy będą mogli odpocząć, inni pojadą na zgrupowania reprezentacji. Dla nas to również ulga, przede wszystkim pod względem mentalnym, ponieważ mamy za sobą wiele wymagających wyzwań. Nie chodzi tylko o wielkie mecze i ważne spotkania, ale również o grę na ciężkich murawach. Jesteśmy w takim momencie sezonu, w którym praktycznie każdy mecz jest wielkim spotkaniem. Czasami ludzie patrzą na to inaczej, ale dla nas to finały, ponieważ jesteśmy w decydującej fazie Libertadores i walczymy o mistrzostwo punkt za punkt. Wiemy, że nie możemy sobie pozwolić na żadną wpadkę. Gramy finał w każdą środę i niedzielę. Oczywiście każdy, kto jest w Flamengo, wie, że zawsze tak będzie, ale dobrze będzie mieć trochę czasu, żeby odpocząć, złapać oddech, oderwać się na chwilę, a później wrócić z pełną energią – powiedział Léo Ortiz.

iconautor: MentiX

icon 18.09.2026

icon21:51

iconźródło: globoesporte.com

iconfoto: X Flamengo











Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze














Brak komentarzy